8.

         Wiem, że dawno nic nie dodałam. Wiem, że zawaliłam, ale na prawdę nie miałam głowy do pisania. Miałam taką pustkę i blokadę, że gdy tylko otwierałam Worda to miałam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Wiem, że dawno nie było rozdziału i strasznie mi głupio, ale mam nadzieje, że jednak jeszcze ktoś tutaj zajrzy i przeczyta kolejny rozdział. Liczę na to, że następny będzie mi się pisało znacznie łatwiej. Trzymajcie kciuki proszę :) xx
         Czekam na Wasze motywujące opinię i mam nadzieje, że chociaż większość Was się ze mną nimi podzieli. 
         Mam do Was jeszcze na koniec małe pytanie - Czy mam opisywać bardziej szczegółowo wszystkie rozmowy indywidualne Zayna, czy zrobić tak jak planowałam tzn. skrócić je a skupić się na tej najważniejszej? Jestem ciekawa Waszego zdania :)
         No nic zostawiam Was z rozdział i mam nadzieje, że się nie rozczarujecie!
         Buziaki :**


We go out in our own it's a big bad world outside 
Carrying our dreams and all that they mean 
Trying to make it all worthwhile.

         Po wzięciu szybkiego i chłodnego prysznica, Zayn zarzucił na swoje jeszcze wilgotne plecy czarny, znoszony T-Shirt i luźniejsze bokserki. Wyszedł z pomieszczenia i skierował się do kuchni. Spadające z jego mokrych kosmyków krople, zostawiały na płytkach delikatne wilgotne ślady. Przeczesał palcami swoje włosy i stanął przy kuchennym blacie. Wyciągnął z szafki czysty kubek i nalał zimnej kranówki. Wypił całość jednym duszkiem i oparł się o kuchenny  parapet. Otworzył na oścież jedno z okien i sięgnął po leżącą na blacie paczkę fajek. Wyciągnął z niej  papierosa i zapalił go spokojnie, zaciągając się nikotynowym smakiem. Usiadł na szafce, a rześki wiatr przyjemnie chłodził jego plecy. Papieros ukoił jego nerwy i po chwili oddech Malika lekko się uspokoił.
- Daj jednego – usłyszał za sobą głos przyjaciela i odwrócił się lekko zaskoczony. Podał Stylesowi papierosy i skupił swój wzrok na widoku za oknem. – O czym tak myślisz? – Harry ponownie przerwał ciszę.
- O wszystkim i o niczym – odparł wymijająco Malik i sięgnął po kolejnego papierosa, mając nadzieje, że przyjaciel da mu święty spokój. Styles jednak nie zamierzał mu tego ułatwiać.
- Okay, skoro nie jesteś zajęty.. – zaczął, a Malik spojrzał na niego jak na idiotę. Jednak lokowany znał zbyt dobrze humory swojego przyjaciela i kontynuował, siadając na jednym z kuchennych krzeseł  – To może dla świętego spokoju opowiesz mi co się tam wydarzyło, bo kurwa nie zaśniesz dzisiaj, a oboje wiemy, że przez to jutro wystraszysz dosłownie wszystkich w mieście.
         Zayn doskonale zdawał sobie sprawę, że Harry miał racje, ale kompletnie nie wiedział, co ma mu powiedzieć. Może najlepiej prawdę? – przeszło mulatowi przez głowę. Jednak dużo łatwiej było pomyśleć niż to zrobić.
- Dobra widzę, że na trzeźwo nie pójdzie – Styles wstał i podszedł do lodówki. Sięgnął po dwie butelki piwa i ruszył do salonu. – Na co czekasz? – spojrzał pytająco na Malika – Jak na specjalne zaproszenie, to się rozczarujesz.
- Stary, ja muszę jutro być trzeźwy. Mam rozmowy indywidualne – próbował jakoś wybrnąć.
- A ja kurwa klasówkę u humanistów – przyjaciel szybko mu przerwał. – Myślisz, że łatwo wysiedzieć na kacu i udawać, że nie widzisz jak wszyscy ściągają? – spytał retorycznie. – Nie pierdol i chodź.
         Malik już nic nie mówił i ruszył za przyjacielem. Usiedli we dwójkę na kanapie. W tym samym czasie Styles otworzył obie butelki i podał jedną Zaynowi. Malik upił spory łyk alkoholu. Schłodzone piwo rozeszło się po jego przełyku, dając chwilowe uspokojenie. Harry siedział jak na złość cicho i czekał, aż to Malik coś powie.
- Mam Holly w swojej grupie – zaczął.
- Tego domyśliłem się pod blokiem – uśmiechnął się chytrze.
- I nie zarzuciłeś mnie pytaniami? – spojrzał zaskoczony na przyjaciela.
- Widziałem, że nie miałeś humoru na wywiady, więc nie zaczynałem – Zayn odetchnął na słowa przyjaciela i naprawdę doceniał to, że choć na chwilę dał mu spokój. – Widzę, że dalej nie chcesz gadać. Jednak wiesz, że moja cierpliwość nie jest zbyt wielka, dlatego zacznij może łaskawie z własnej woli – posłał mu lekki uśmiech.
- Ja po prostu nie wiem co myśleć – powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy i po raz kolejny przeczesał swoje włosy lekko drżącą dłonią. – Nie umiem jej określić… Każde porównanie wydaje mi się złe albo nie wystarczające.
- Czyli już rozumiesz moje ostatnie zachowanie? – Styles spojrzał pytająco na kumpla, a ten kiwnął porozumiewawczo głową i ponownie zatopił swoje usta w alkoholu. – A jak ogólnie twoja grupa? – Próbował zmienić nieco temat – Jest ktoś przerażający i chcący cię zabić?
- Na razie nie jest chyba aż tak źle. – zaczął – Trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Jeden z nich ma problemy z alkoholem, inni z narkotykami. Dziewczyny czuję, że podobnie. Przynajmniej tak wnioskuje po ich teczkach. Jedyną niewiadomą jest Holy. W jej papierach jest jedynie napisane, że ma koszmary i praktycznie ich nie pamięta na drugi dzień. Plus matka dopisała dodatkowo, że się tnie.
- To musi być jakieś poważne skoro ją tam przywieźli.
- Też tak sądzę – zgodził się z Harrym. – Ale więcej dowiem się jutro. Zaproponowałem im spotkania indywidualne. Wiesz na osobności łatwiej się otworzyć niż w grupie. – Harry co jakiś czas kiwał głową, pokazując, że słucha. – Mam nadzieję, że uda mi się im pomóc. – Westchnął niepewnie. – No, ale koniec o mnie. Jak tam idzie u Ciebie? – zadał Stylesowi pytanie, a ten zaczął z pasją opowiadać o swoim dniu w pracy. Malik dokończył butelkę piwa i próbował skupić się na słowach przyjaciela.

*

         Było ciemno. Kompletnie ciemno. Mimo otwartych oczu, Holly nie widziała kompletnie nic. Miejsce w którym była było niewielkie. Rękoma i nogami dotykała drewnianych ścian, które ograniczały jej przestrzeń. W głowie pojawiła się tylko jedna myśl, przerażająca myśl – trumna. Powietrze było strasznie suche i z każdym kolejnym wdechem paliło jej przełyk. Miała wrażenie, że z upływem czasu ilość tlenu stopniowo malała.
         Zaczęła walić otwartymi dłońmi w ścianę tuż nad swoją twarzą, w nadziei na jej otwarcie. Źle ponacinane drzewo było pełne drzazg, które wbijały się w skórę jej drobnych dłoni, ale nie przejmowała się bólem. On dawał dziewczynie nadzieję, że żyję. Jej wszystkie myśli wypełniał coraz większy strach. Wzięła głęboki oddech suchego powietrza i z całej siły zaczęła napierać na drewnianą przeszkodę. Nie widząc ich wiedziała, że dłonie były czerwone od bólu. Temperatura jej skóry była ogromna, ale nie poddawała się.
         W pewnym momencie usłyszała trzask. Miała wrażenie, że ściana nad nią wreszcie ustąpiła. Przyłożyła zmęczone dłonie do jej powierzchni i zaczęła delikatnie ją unosić. Jej radość nie trwała jednak długo, bo po chwili czuła, na swojej skórze, wpadającą do środka wilgotną ziemię. Holly miała wrażenie, że po jej ciele zaczynają chodzić jakieś robale. Czuła ich drobne kończyny na swoich nogach. Z każdą chwilą robiło jej się coraz bardziej niedobrze i starała się zrzucić je ze swojej skóry delikatnymi ruchami, ale miała za mało miejsca. Mimo że nie trzymała już wieka, ziemia wciąż wlatywała do środka, a powietrza było coraz mniej. W pewniej minucie robaki dotarły do jej szyi, a gdy tylko zaczęły wchodzić na spoconą twarz, zaczęła głośno krzyczeć..

*

         Podniosła się na łóżku przerażona, a oddech dziewczyny był nieludzko przyśpieszony. Całe jej ciało oblane było potem i najdziwniejsze dla niej było to, że pamiętała większość szczegółów swojego snu. Rozejrzała się po swoim pokoju i odszukała wzrokiem ścienny zegar nad drzwiami. Światło księżyca oświetlało jego tarczę na tyle by mogła odczytać spokojnie godzinę.
- Za piętnaście czwarta – szepnęła zrezygnowana i podniosła się z łóżka. Stanęła bosymi stopami na zimnej podłodze i poczłapała do wyjścia. Nacisnęła klamkę i wyjrzała niepewnie z pokoju. Jedynym źródłem światła była żarówka w żyrandolu, wiszącym w pomieszczeniu dla pracowników. Wyszła ze swojego pokoju i zamknęła cicho za sobą drzwi. Ruszyła niepewnym krokiem do oświetlonego pomieszczenia i gdy stanęła w jego progu, dostrzegła dwie osoby. Jack siedział na jednym z krzeseł i cicho pochrapywał, a Natalie robiła mu głupi żart, nakładając bitą śmietanę na jego rękę.
- Natalie.. – szepnęła rudowłosa, a dziewczyna aż podskoczyła, budząc przy tym Jacka. Chłopak na swoje nieszczęście przyłożył rękę do swojej twarzy, chcąc przetrzeć zaspane oczy. Cała bita śmietana wylądowała na jego nosie, policzkach i włosach. Natalie zaśmiała się głośno i szepnęła ciche Dziękuję w stronę Holly, która ledwo powstrzymywała uśmiech.
- Co do kurwy..? – zaczął wściekle Jack, ale powstrzymał się, kiedy tylko ujrzał Dawson.
- Nauczysz się wreszcie, że się nie śpi w pracy – powiedziała mu stanowczo brunetka. – Przynajmniej nie ma mojej zmianie. Co tam Holly? – skupiła swój wzrok na pacjentce.
- Mogłabym skorzystać z toalety? – spytała spokojnie.
- Jasne – Natalie odpowiedziała bez zastanowienia i sięgnęła ze ściany kluczyki z napisem ‘łazienki’. – Chodźmy.
         Dziewczyny wyszły z pomieszczenia i przeszły korytarzem do toalet. Natalie otworzyła zamek do damskiej części i uchyliła drzwi przed Dawson. Dziewczyna podziękowała jej lekkim uśmiechem i weszła do jednej z kabin.
         Po chwili do uszu Natalie doszedł dźwięk spuszczanej wody w ubikacji i zauważyła Holly przy umywalkach. Dawson skończyła właśnie myć ręce i spojrzała na swój ostatni zapisany cytat. Dostrzegła obok niego świeże słowa – „Człowiek nie jest samotny! Ktoś zawsze go pilnuje. Zawsze”. Była w kompletnym szoku i stała chwilę w osłupieniu. Zastanawiała się kto mógł napisać te słowa, a nikt nie przychodził jej do głowy. Potem złapała za marker i pod wpływem chwili dopisała – „Nie wierzę w anioły stróże.”

         Kilka godzin później Dawson siedziała samotnie w stołówce i bawiła się swoimi płatkami owsianymi. Mimo odczuwalnego głodu, zjadła tylko kilka łyżek śniadania. Stres spowodowany dziwnym snem i przyszłym spotkaniem z Malikiem sprawiał, że jej żołądek nie chciał z nią współpracować. Po kilkunastu minutach dziewczyna postanowiła opuścić stołówkę, w której pojawiało się coraz więcej ludzi. Wstała od stolika i odstawiła swoją tacę. Wychodząc, zauważyła Natalie przy drzwiach na zewnątrz i podeszła do dziewczyny szybszym krokiem.
- Natalie mogę się z tobą przewietrzyć? – spytała niepewnie, bojąc się, że brunetka nie będzie chciała się zgodzić.
- Właśnie skończyłam zmianę, ale jeśli chcesz to mogę chwilę z tobą posiedzieć, a potem wrócisz, hmm?
- Dziękuję – powiedziała cicho, a Natalie złapała niepewnie dłoń Dawson i wyprowadziła ją na zewnątrz. Holly zaskakując samą siebie i Clarkson, nie zabrała swojej ręki i minimalnie zacisnęła swoje palce, przyjmując gest. Dziewczyny wyszły na zewnątrz, a ich ciała przeszył chłodny wiatr. Holly stanęła wyprostowana i zaciągnęła się świeżym powietrzem. Podeszła do ławki i usiadła. Oparła swoje plecy o drewniane deski i z zamkniętymi oczami, spokojnie oddychała rześkim powietrzem.
         W tym samym czasie przysiadła się do niej Natalie. Dziewczyna obserwowała rudowłosą i na jej ustach pojawił się uśmiech. Dostrzegła, że Dawson tak jak ona sama kocha przebywać na świeżym powietrzu. Holly wydawała się taka spokojna i wręcz zrelaksowana. To tylko utwierdzało Clarkson w przekonaniu, że uda im się ją wyleczyć i dziewczyna będzie mogła cieszyć się życiem. To dawało jej nadzieje w to co robi.

         Kiedy tak siedziały na ławce przed ośrodkiem, pod bramę zajechał czarny samochód, z którego wysiadł Malik. Chłopak miał na sobie czarne rurki i koszulkę, a na niej czerwoną koszulę w kratę i skórzaną kurtkę. Za uchem miał jednego papierosa, którego sięgnął i wsadził sobie do ust. Już miał go odpalić, kiedy dostrzegł dwie dziewczyny przy wejściu. Był zaskoczony z jakim spokojem Holly siedzi obok Clarkson. Podszedł powoli do ławki, a Natalie posłała mu jak zawsze przyjazny uśmiech.
- Witaj Zayn – przywitała go, a Dawson momentalnie się spięła i usiadła prosto.
- Cześć Natalie… i Holly.
- Hej – Dawson wręcz szepnęła, ale starała się uspokoić swój oddech.
- Co tutaj robicie, jest zimno? – spytał stanowczo Malik.
- Holly chciała się przewietrzyć i jak widzę bardzo jej to pomogło – Clarkson posłała dziewczynie uśmiech. – Jak będziesz chciała jeszcze kiedyś wyjść to daj znać, posiedzimy sobie w ciszy – zaproponowała i wstała z ławki. – Dobra ja lecę, bo 24 godziny to jednak za dużo pracy i więcej tu nie wysiedzę. Trzymaj się Holly i ty też Zayn – pomachała im odchodząc.
- Mogę się przysiąść? – skierował pytanie do rudowłosej, a ta kiwnęła głową na zgodę. – Nie jest ci zimno? Powietrze jest dość ostre.
- Może trochę, ale nie przeszkadza mi to. Wolę zimno i ciszę, niż to co dzieje się tam – wskazała na drzwi ośrodka, a Zayn zrozumiał o co jej chodziło.
- Jak ci się spało? – zmienił temat, chcąc dowiedzieć się czegoś o jej koszmarach. Dziewczyna spojrzała na niego nieco zaskoczona.
- Nie najlepiej, ale idzie się przyzwyczaić – spuściła swój wzrok na chodnik.
- Masz koszmary?
- To zależy, co nazwać koszmarem? Może i niektóre sny, ale kiedy człowiek budzi się raz kolejny z koszmarnego snu, tylko po to, by stwierdzić, że rzeczywistość również jest koszmarem, to co wtedy? – spojrzała na niego z ukosa, a on wpatrywał się zamyślony przed siebie. – Sen to taka mała śmierć.
- Ja raczej wolę określenie – poematy podświadomości. – powiedział na głos swoją myśl. – Jesteś pewna, że to nie był po prostu zły sen?
-  Jeśli tak, to śnię przez większą część mojego życia.

Proszę o komentarze :) xx