Wiem, że dawno nic nie dodałam. Wiem, że zawaliłam, ale na prawdę nie miałam głowy do pisania. Miałam taką pustkę i blokadę, że gdy tylko otwierałam Worda to miałam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Wiem, że dawno nie było rozdziału i strasznie mi głupio, ale mam nadzieje, że jednak jeszcze ktoś tutaj zajrzy i przeczyta kolejny rozdział. Liczę na to, że następny będzie mi się pisało znacznie łatwiej. Trzymajcie kciuki proszę :) xx
Czekam na Wasze motywujące opinię i mam nadzieje, że chociaż większość Was się ze mną nimi podzieli.
Mam do Was jeszcze na koniec małe pytanie - Czy mam opisywać bardziej szczegółowo wszystkie rozmowy indywidualne Zayna, czy zrobić tak jak planowałam tzn. skrócić je a skupić się na tej najważniejszej? Jestem ciekawa Waszego zdania :)
No nic zostawiam Was z rozdział i mam nadzieje, że się nie rozczarujecie!
Buziaki :**
We go out in our own it's a big bad world outside
Carrying our dreams and all that they mean
Trying to make it all worthwhile.
Carrying our dreams and all that they mean
Trying to make it all worthwhile.
Po wzięciu szybkiego i chłodnego prysznica, Zayn zarzucił na swoje jeszcze wilgotne plecy czarny, znoszony T-Shirt i luźniejsze bokserki. Wyszedł z pomieszczenia i skierował się do kuchni. Spadające z jego mokrych kosmyków krople, zostawiały na płytkach delikatne wilgotne ślady. Przeczesał palcami swoje włosy i stanął przy kuchennym blacie. Wyciągnął z szafki czysty kubek i nalał zimnej kranówki. Wypił całość jednym duszkiem i oparł się o kuchenny parapet. Otworzył na oścież jedno z okien i sięgnął po leżącą na blacie paczkę fajek. Wyciągnął z niej papierosa i zapalił go spokojnie, zaciągając się nikotynowym smakiem. Usiadł na szafce, a rześki wiatr przyjemnie chłodził jego plecy. Papieros ukoił jego nerwy i po chwili oddech Malika lekko się uspokoił.
- Daj jednego – usłyszał za sobą głos przyjaciela i odwrócił się lekko
zaskoczony. Podał Stylesowi papierosy i skupił swój wzrok na widoku za oknem. –
O czym tak myślisz? – Harry ponownie przerwał ciszę.
- O wszystkim i o niczym – odparł wymijająco Malik i sięgnął po
kolejnego papierosa, mając nadzieje, że przyjaciel da mu święty spokój. Styles
jednak nie zamierzał mu tego ułatwiać.
- Okay, skoro nie jesteś zajęty.. – zaczął, a Malik spojrzał na niego jak
na idiotę. Jednak lokowany znał zbyt dobrze humory swojego przyjaciela i
kontynuował, siadając na jednym z kuchennych krzeseł – To może dla świętego spokoju opowiesz mi co
się tam wydarzyło, bo kurwa nie zaśniesz dzisiaj, a oboje wiemy, że przez to jutro
wystraszysz dosłownie wszystkich w mieście.
Zayn doskonale
zdawał sobie sprawę, że Harry miał racje, ale kompletnie nie wiedział, co ma mu
powiedzieć. Może najlepiej prawdę? – przeszło mulatowi przez głowę. Jednak
dużo łatwiej było pomyśleć niż to zrobić.
- Dobra widzę, że na trzeźwo nie pójdzie – Styles wstał i podszedł do
lodówki. Sięgnął po dwie butelki piwa i ruszył do salonu. – Na co czekasz? –
spojrzał pytająco na Malika – Jak na specjalne zaproszenie, to się rozczarujesz.
- Stary, ja muszę jutro być trzeźwy. Mam rozmowy indywidualne –
próbował jakoś wybrnąć.
- A ja kurwa klasówkę u humanistów – przyjaciel szybko mu przerwał. – Myślisz,
że łatwo wysiedzieć na kacu i udawać, że nie widzisz jak wszyscy ściągają? –
spytał retorycznie. – Nie pierdol i chodź.
Malik już nic nie
mówił i ruszył za przyjacielem. Usiedli we dwójkę na kanapie. W tym samym
czasie Styles otworzył obie butelki i podał jedną Zaynowi. Malik upił spory łyk
alkoholu. Schłodzone piwo rozeszło się po jego przełyku, dając chwilowe
uspokojenie. Harry siedział jak na złość cicho i czekał, aż to Malik coś powie.
- Mam Holly w swojej grupie – zaczął.
- Tego domyśliłem się pod blokiem – uśmiechnął się chytrze.
- I nie zarzuciłeś mnie pytaniami? – spojrzał zaskoczony na
przyjaciela.
- Widziałem, że nie miałeś humoru na wywiady, więc nie zaczynałem –
Zayn odetchnął na słowa przyjaciela i naprawdę doceniał to, że choć na chwilę
dał mu spokój. – Widzę, że dalej nie chcesz gadać. Jednak wiesz, że moja
cierpliwość nie jest zbyt wielka, dlatego zacznij może łaskawie z własnej woli
– posłał mu lekki uśmiech.
- Ja po prostu nie wiem co myśleć – powiedział pierwsze, co przyszło mu
do głowy i po raz kolejny przeczesał swoje włosy lekko drżącą dłonią. – Nie
umiem jej określić… Każde porównanie wydaje mi się złe albo nie wystarczające.
- Czyli już rozumiesz moje ostatnie zachowanie? – Styles spojrzał
pytająco na kumpla, a ten kiwnął porozumiewawczo głową i ponownie zatopił swoje
usta w alkoholu. – A jak ogólnie twoja grupa? – Próbował zmienić nieco temat –
Jest ktoś przerażający i chcący cię zabić?
- Na razie nie jest chyba aż tak źle. – zaczął – Trzy dziewczyny i
trzech chłopaków. Jeden z nich ma problemy z alkoholem, inni z narkotykami. Dziewczyny
czuję, że podobnie. Przynajmniej tak wnioskuje po ich teczkach. Jedyną niewiadomą
jest Holy. W jej papierach jest jedynie napisane, że ma koszmary i praktycznie
ich nie pamięta na drugi dzień. Plus matka dopisała dodatkowo, że się tnie.
- To musi być jakieś poważne skoro ją tam przywieźli.
- Też tak sądzę – zgodził się z Harrym. – Ale więcej dowiem się jutro.
Zaproponowałem im spotkania indywidualne. Wiesz na osobności łatwiej się
otworzyć niż w grupie. – Harry co jakiś czas kiwał głową, pokazując, że słucha.
– Mam nadzieję, że uda mi się im pomóc. – Westchnął niepewnie. – No, ale koniec
o mnie. Jak tam idzie u Ciebie? – zadał Stylesowi pytanie, a ten zaczął z pasją
opowiadać o swoim dniu w pracy. Malik dokończył butelkę piwa i próbował skupić
się na słowach przyjaciela.
*
Było ciemno.
Kompletnie ciemno. Mimo otwartych oczu, Holly nie widziała kompletnie nic.
Miejsce w którym była było niewielkie. Rękoma i nogami dotykała drewnianych ścian,
które ograniczały jej przestrzeń. W głowie pojawiła się tylko jedna myśl,
przerażająca myśl – trumna. Powietrze było strasznie suche i z każdym
kolejnym wdechem paliło jej przełyk. Miała wrażenie, że z upływem czasu ilość
tlenu stopniowo malała.
Zaczęła walić
otwartymi dłońmi w ścianę tuż nad swoją twarzą, w nadziei na jej otwarcie. Źle
ponacinane drzewo było pełne drzazg, które wbijały się w skórę jej drobnych
dłoni, ale nie przejmowała się bólem. On dawał dziewczynie nadzieję, że żyję. Jej
wszystkie myśli wypełniał coraz większy strach. Wzięła głęboki oddech suchego
powietrza i z całej siły zaczęła napierać na drewnianą przeszkodę. Nie widząc
ich wiedziała, że dłonie były czerwone od bólu. Temperatura jej skóry była
ogromna, ale nie poddawała się.
W pewnym momencie
usłyszała trzask. Miała wrażenie, że ściana nad nią wreszcie ustąpiła.
Przyłożyła zmęczone dłonie do jej powierzchni i zaczęła delikatnie ją unosić. Jej
radość nie trwała jednak długo, bo po chwili czuła, na swojej skórze, wpadającą
do środka wilgotną ziemię. Holly miała wrażenie, że po jej ciele zaczynają
chodzić jakieś robale. Czuła ich drobne kończyny na swoich nogach. Z każdą
chwilą robiło jej się coraz bardziej niedobrze i starała się zrzucić je ze
swojej skóry delikatnymi ruchami, ale miała za mało miejsca. Mimo że nie
trzymała już wieka, ziemia wciąż wlatywała do środka, a powietrza było coraz
mniej. W pewniej minucie robaki dotarły do jej szyi, a gdy tylko zaczęły
wchodzić na spoconą twarz, zaczęła głośno krzyczeć..
*
Podniosła się na
łóżku przerażona, a oddech dziewczyny był nieludzko przyśpieszony. Całe jej
ciało oblane było potem i najdziwniejsze dla niej było to, że pamiętała
większość szczegółów swojego snu. Rozejrzała się po swoim pokoju i odszukała
wzrokiem ścienny zegar nad drzwiami. Światło księżyca oświetlało jego tarczę na
tyle by mogła odczytać spokojnie godzinę.
- Za piętnaście czwarta – szepnęła zrezygnowana i podniosła się z łóżka.
Stanęła bosymi stopami na zimnej podłodze i poczłapała do wyjścia. Nacisnęła
klamkę i wyjrzała niepewnie z pokoju. Jedynym źródłem światła była żarówka w
żyrandolu, wiszącym w pomieszczeniu dla pracowników. Wyszła ze swojego pokoju i
zamknęła cicho za sobą drzwi. Ruszyła niepewnym krokiem do oświetlonego
pomieszczenia i gdy stanęła w jego progu, dostrzegła dwie osoby. Jack siedział
na jednym z krzeseł i cicho pochrapywał, a Natalie robiła mu głupi żart,
nakładając bitą śmietanę na jego rękę.
- Natalie.. – szepnęła rudowłosa, a dziewczyna aż podskoczyła, budząc
przy tym Jacka. Chłopak na swoje nieszczęście przyłożył rękę do swojej twarzy,
chcąc przetrzeć zaspane oczy. Cała bita śmietana wylądowała na jego nosie,
policzkach i włosach. Natalie zaśmiała się głośno i szepnęła ciche Dziękuję
w stronę Holly, która ledwo powstrzymywała uśmiech.
- Co do kurwy..? – zaczął wściekle Jack, ale powstrzymał się, kiedy
tylko ujrzał Dawson.
- Nauczysz się wreszcie, że się nie śpi w pracy – powiedziała mu
stanowczo brunetka. – Przynajmniej nie ma mojej zmianie. Co tam Holly? –
skupiła swój wzrok na pacjentce.
- Mogłabym skorzystać z toalety? – spytała spokojnie.
- Jasne – Natalie odpowiedziała bez zastanowienia i sięgnęła ze ściany
kluczyki z napisem ‘łazienki’. – Chodźmy.
Dziewczyny wyszły
z pomieszczenia i przeszły korytarzem do toalet. Natalie otworzyła zamek do
damskiej części i uchyliła drzwi przed Dawson. Dziewczyna podziękowała jej
lekkim uśmiechem i weszła do jednej z kabin.
Po chwili do uszu
Natalie doszedł dźwięk spuszczanej wody w ubikacji i zauważyła Holly przy
umywalkach. Dawson skończyła właśnie myć ręce i spojrzała na swój ostatni
zapisany cytat. Dostrzegła obok niego świeże słowa – „Człowiek nie jest
samotny! Ktoś zawsze go pilnuje. Zawsze”. Była w kompletnym szoku i stała
chwilę w osłupieniu. Zastanawiała się kto mógł napisać te słowa, a nikt nie
przychodził jej do głowy. Potem złapała za marker i pod wpływem chwili dopisała
– „Nie wierzę w anioły stróże.”
Kilka godzin
później Dawson siedziała samotnie w stołówce i bawiła się swoimi płatkami
owsianymi. Mimo odczuwalnego głodu, zjadła tylko kilka łyżek śniadania. Stres
spowodowany dziwnym snem i przyszłym spotkaniem z Malikiem sprawiał, że jej żołądek nie
chciał z nią współpracować. Po kilkunastu minutach dziewczyna postanowiła opuścić
stołówkę, w której pojawiało się coraz więcej ludzi. Wstała od stolika i
odstawiła swoją tacę. Wychodząc, zauważyła Natalie przy drzwiach na zewnątrz i
podeszła do dziewczyny szybszym krokiem.
- Natalie mogę się z tobą przewietrzyć? – spytała niepewnie, bojąc się,
że brunetka nie będzie chciała się zgodzić.
- Właśnie skończyłam zmianę, ale jeśli chcesz to mogę chwilę z tobą posiedzieć,
a potem wrócisz, hmm?
- Dziękuję – powiedziała cicho, a Natalie złapała niepewnie dłoń Dawson
i wyprowadziła ją na zewnątrz. Holly zaskakując samą siebie i Clarkson, nie
zabrała swojej ręki i minimalnie zacisnęła swoje palce, przyjmując gest.
Dziewczyny wyszły na zewnątrz, a ich ciała przeszył chłodny wiatr. Holly
stanęła wyprostowana i zaciągnęła się świeżym powietrzem. Podeszła do ławki i
usiadła. Oparła swoje plecy o drewniane deski i z zamkniętymi oczami, spokojnie
oddychała rześkim powietrzem.
W tym samym
czasie przysiadła się do niej Natalie. Dziewczyna obserwowała rudowłosą i na
jej ustach pojawił się uśmiech. Dostrzegła, że Dawson tak jak ona sama kocha
przebywać na świeżym powietrzu. Holly wydawała się taka spokojna i wręcz
zrelaksowana. To tylko utwierdzało Clarkson w przekonaniu, że uda im się ją
wyleczyć i dziewczyna będzie mogła cieszyć się życiem. To dawało jej nadzieje w
to co robi.
Kiedy tak
siedziały na ławce przed ośrodkiem, pod bramę zajechał czarny samochód, z
którego wysiadł Malik. Chłopak miał na sobie czarne rurki i koszulkę, a na niej
czerwoną koszulę w kratę i skórzaną kurtkę. Za uchem miał jednego
papierosa, którego sięgnął i wsadził sobie do ust. Już miał go odpalić, kiedy
dostrzegł dwie dziewczyny przy wejściu. Był zaskoczony z jakim spokojem Holly siedzi obok Clarkson. Podszedł
powoli do ławki, a Natalie posłała mu jak zawsze przyjazny uśmiech.
- Witaj Zayn – przywitała go, a Dawson momentalnie się spięła i usiadła
prosto.
- Cześć Natalie… i Holly.
- Hej – Dawson wręcz szepnęła, ale starała się uspokoić swój oddech.
- Co tutaj robicie, jest zimno? – spytał stanowczo Malik.
- Holly chciała się przewietrzyć i jak widzę bardzo jej to pomogło –
Clarkson posłała dziewczynie uśmiech. – Jak będziesz chciała jeszcze kiedyś
wyjść to daj znać, posiedzimy sobie w ciszy – zaproponowała i wstała z ławki. –
Dobra ja lecę, bo 24 godziny to jednak za dużo pracy i więcej tu nie wysiedzę.
Trzymaj się Holly i ty też Zayn – pomachała im odchodząc.
- Mogę się przysiąść? – skierował pytanie do rudowłosej, a ta kiwnęła
głową na zgodę. – Nie jest ci zimno? Powietrze jest dość ostre.
- Może trochę, ale nie przeszkadza mi to. Wolę zimno i ciszę, niż to co
dzieje się tam – wskazała na drzwi ośrodka, a Zayn zrozumiał o co jej chodziło.
- Jak ci się spało? – zmienił temat, chcąc dowiedzieć się czegoś o jej
koszmarach. Dziewczyna spojrzała na niego nieco zaskoczona.
- Nie najlepiej, ale idzie się przyzwyczaić – spuściła swój wzrok na
chodnik.
- Masz koszmary?
- To zależy, co nazwać koszmarem? Może i niektóre sny, ale kiedy
człowiek budzi się raz kolejny z koszmarnego snu, tylko po to, by stwierdzić,
że rzeczywistość również jest koszmarem, to co wtedy? – spojrzała na niego z
ukosa, a on wpatrywał się zamyślony przed siebie. – Sen to taka mała śmierć.
- Ja raczej wolę określenie – poematy podświadomości. – powiedział na
głos swoją myśl. – Jesteś pewna, że to nie był po prostu zły sen?
- Jeśli tak, to śnię przez
większą część mojego życia.
Proszę o komentarze :) xx