Wracam kochani z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieje, że się Wam spodoba i podzielicie się ze mną swoją opinią :) Mam mało czasu, więc nie będę przedłużać. Trzymajcie się i do usłyszenia :)
'Yeah, I just closed my eyes and swung
Left me crouching in a blaze and fall'
Kiedy
patrzyła na odjeżdżający samochód rodziców, odetchnęła z ulgą. Nie miała
najmniejszej ochoty się z nimi żegnać, bo co miała im powiedzieć? Że ich kocha?
Że będzie tęsknić? Że będzie lepiej? Nic takiego nie czuła. Kompletnie nie
wiedziała co myśleć. Od zawsze czuła się samotna. Mimo że pod rodzinnym dachem
nie mieszkała sama to nie czuła bliskości rodziców. Ostatnia sytuacja, kiedy
jej matka przytuliła ją w łazience, wydawała jej się taka dziwna i nienormalna…
Odgoniła swoje myśli, gdy jej oczom ukazał się dość
wysoki, starszy mężczyzna. Miał na oko jakieś czterdzieści lat. Ubrany był w
lekko sprane jeansy i granatową koszulę. Nie czuła od niego jakiegoś wsparcia
czy zrozumienia, wręcz przeciwnie. Biła od niego zwykła formalność i kiedy
podszedł do niej od razu miała ochotę uciec.
- Dzień dobry panno.. – spojrzał na dokumenty
dziewczyny – Dawson – przeczytał i przejechał wzrokiem całą jej sylwetkę.
Dziewczyna nic nie mówiła i stała skrępowana, zaciskając coraz mocniej swoją
dłoń na torbie ze swoimi rzeczami.
- Nazywam się Lukas Clark. Chodź pokażę ci twój
pokój – wskazał ręką na wejście i zaprowadził ją do środka. Od progu poczuła
ściśnięcie w żołądku. Widok białych ścian i linoleum na podłodze przyprawiał ją
o dreszcze. Gdzieniegdzie dostrzegła oderwany
tynk czy plamy krwi na białej farbie. Przełknęła głośno ślinę i starała
się nie skupiać na niczym wzroku. Szła powoli za Clarkiem i próbowała oddychać
w miarę spokojnie. Po kilku minutach drogi usłyszała przeraźliwy kobiecy krzyk.
Odwróciła się w kierunku z którego dochodził. Z przerażeniem spojrzała na
wyprowadzaną dziewczynę. Dość wysoka blondynka próbowała wyrwać się z rąk dwóch
dobrze zbudowanych chłopaków. Krzyczała i atakowała ich w każdy możliwi sposób.
Holly stała sparaliżowana, a jej torba wyślizgnęła się z jej dłoni i upadła na
ziemię przy jej stopach.
- Jessico Forest! Uspokój się! – krzyknęła jedna z
pielęgniarek, a dziewczyna skupiła swój wzrok na Holly. Spojrzała na nią
przenikliwie i na jej twarzy pojawił się chytry uśmiech. Dwaj faceci szli z nią
w kierunku dziewczyny i kiedy Jessica była na tyle blisko twarzy Holly,
szepnęła jej cicho:
- Witamy w piekle.
Dawson zamarła na te słowa. Na jej twarzy pojawiło
się przerażenie, a w gardle poczuła
ogromną gulę. Kompletnie nie wiedziała co ma zrozumieć przez te słowa, ale
widząc całą tę scenę czuła, że ten pobyt nie będzie taki jak przypuszczała.
Miała spędzić tylko spokojny rok w ośrodku i się z niego wynieść, ale
dostrzegła, że plany się zmieniły. Gdy wreszcie Jessica zniknęła za jakimiś
drzwiami jej puls zaczął powracać do normalności.
- Panno Dawson? – usłyszała zniecierpliwiony głos
Clarka i zrozumiała, że stała bez ruchu od kiedy jej oczom ukazała się Jessica.
Odwróciła się w stronę mężczyzny i zobaczyła, że czekał na nią przy jakimś
otwartym pokoju. Podniosła z ziemi swoją torbę i podeszła do niego. Mężczyzna
wskazał ręką by weszła do środka. Zrobiła to z lekkim zawahaniem. Pomieszczenie
okazało się dosyć małe. Na przeciwległej do wejścia ścianie znajdowało się
niewielkie okno z dość dużym parapetem na całą długość ściany. W kącie stało
jednoosobowe łóżko, a naprzeciwko stała jedna komoda.
- Teraz to będzie twój pokój. Łazienka jest
ogólnodostępna i znajduje się na końcu korytarza – mężczyzna mówił jak
zaprogramowany, a ona stała i nie miała zielonego pojęcia co ma ze sobą zrobić
– Jest zamykana po 22, więc jeśli poczujesz w nocy ogromną potrzebę to przyjdź
do pokoju pracowników, a oni ci otworzą. Śniadania są o ósmej rano, obiady o
14, a kolacje w granicach 19. Radzę się nie spóźniać, bo nikt nie będzie
zmieniał dla ciebie grafików. Dam ci chwilę dla siebie. Niedługo powinien ktoś
po ciebie przyjść i poznasz swoją grupę z którą będziesz miała zajęcia – spojrzała
na niego zaskoczona.
- Grupę? – szepnęła.
- Tak. Zajęcia są grupowe – odparł formalnie i
wyszedł z pokoju. Zamknął za sobą drzwi zostawiając ją kompletnie samą.
Nie spodziewała się zajęć grupowych. Myślała, że
będzie miała jakieś spotkania indywidualne i na tym się skończy. Nie wyobrażała
sobie otworzyć się przed innymi. W sumie to nie wyobrażała sobie otwierać się
dosłownie przez nikim.
Postawiła swoją torbę przy komodzie i opadła na
łóżko. Wzdrygnęła się zaskoczona, gdy usłyszała nieprzyjemny brzdęk starych,
zardzewiałych sprężyn. Siadając już spokojniej, poczuła w nozdrzach zapach
wychrochmalonej pościeli i lekko odetchnęła. To potwierdzało, że przynajmniej
była czysta. Przeniosła swój wzrok na komodę i leżącą przy niej torbę. Nie
chciała się rozpakowywać. To sprawiłoby, że pokazałaby iż zaakceptowała to, że
tutaj jest. Nie czuła się tak. Chciała stąd zniknąć już w chwili, kiedy
przekroczyła z rodzicami wjazd. Właśnie rodzice… Była cholernie ciekawa co
teraz robią. Na pewno im łatwiej –pomyślała – Jestem tylko dla nich
ciężarem, a teraz się mnie pozbyli.
Zamknęła swoje powieki i opadła na łóżko. Ukryła
swoją twarz w dłoniach i poczuła pod swoimi palcami spływające z jej oczu łzy.
Nie powstrzymywała ich. Nie miała już na to siły.
Po
kilkunastu minutach usłyszała ciche pukanie do drzwi. Podniosła się szybko i
wytarła z twarzy swoje łzy. Przetarła kilka razy oczy i podeszła do metalowej
klamki. Chwyciła ją w swoją dłoń i lekko nacisnęła. Uchyliła niepewnie drzwi i
jej oczom ukazała się dość młoda brunetka.
- Witaj. Przyszłam żeby oprowadzić cię po ośrodku i
zabrać na spotkanie twojej grupy – powiedziała spokojnie dziewczyna, a jej głos
przepełniony był dziwnym ciepłem, które zaskoczyło Holly – Nazywam się Natalie
– lekko się uśmiechnęła i wyciągnęła rękę w kierunku rudowłosej.
- Holly – szepnęła, ale nie podała dziewczynie
ręki. Przez moment miała ochotę to zrobić, ale po chwili zrezygnowała i
schowała swoje ręce za siebie. Brunetka nic nie powiedziała tylko spojrzała na
nią czule i czekała aż dziewczyna będzie gotowa do wyjścia.
Kiedy wreszcie Holly zdecydowała się na opuszczenie
pokoju, Natalie nieznacznie odetchnęła.
- Dobrze to może pokaże ci tylko jak dojść na
stołówkę i do łazienki, a potem zaprowadzę do sali, gdzie odbędą się zajęcia z
twoją grupą i odpuścimy sobie dziś zwiedzanie. Widzę, że nie masz ochoty –
spojrzała na Holly.
Dziewczyna była ogromnie wdzięczna brunetce, ale
nic nie powiedziała. Kiwnęła tylko lekko głową na zgodę i ruszyła w kierunku,
którym podążyła Natalie. Czuła się cholernie obco. Czyli jak zawsze –
podpowiedziało jej drugie ja. Nie mogła zrozumieć jak wśród tylu ludzi
czuła samotność. Tę cholerną, wykańczającą ją od środka samotność. Spojrzała
zrezygnowana na swoje stopy i podążając dalej za Natalie, bawiła się rękawem
swojej bluzy.
W pewnym momencie brunetka się zatrzymała i
odwróciła twarzą do Holly.
- Tutaj jest łazienka – pokazała na dosyć spore
drzwi – Składa się z dwóch pomieszczeń – toalet i prysznicy. Jakbyś czegoś
potrzebowała to zawsze możesz przyjść do mnie albo do innej z pracujących tu
pielęgniarek – mówiła spokojnie, a Holly zaskoczył fakt, że dziewczyna
pracowała tutaj jako pielęgniarka. Ubrana była w zwykłe jeansy i koszulkę – Tak
jestem pielęgniarką – uśmiechnęła się lekko Natalie, widząc zaciekawienie w
szmaragdowych oczach – Wiesz, że o 22 jest zamykane?
- Tak – odpowiedziała krótko Holly i zastanawiała
się czy ma wejść do środka, by zobaczyć pomieszczenie.
- Jeśli mogę ci doradzić to lepiej będzie, jak
będziesz się kąpać rano. Będziesz miała więcej prywatności niż wieczorem.
Teoretycznie otwieramy łazienki dopiero o siódmej, ale możesz przyjść do tego
pokoju jakieś półgodziny szybciej – wskazała przeszklone pomieszczenie i
kontynuowała – a na pewno ktoś ci otworzy.
- Dziękuje – szepnęła prawie bezgłośnie, ale
Natalie to wystarczyło.
- Dobrze, chodźmy dalej.
Następnym
przystankiem okazała się stołówka. Pomieszczenie w stosunku do innych było
ogromne. Przy jednej ze ścian znajdowało się miejsce wydawania posiłków, czyli
ściślej mówiąc, ogromny, długi blat na którym poustawiane były pojemniki z
jedzeniem. Resztę pomieszczenia zajmowało kilkanaście porozstawianych,
podłużnych stolików po bokach, których stały ławki. Na prawie każdym dostrzegła
pojemnik z chusteczkami i małą, metalową tackę z solniczką i pieprzniczką.
Miejsce przypominało trochę jej stołówkę szkolną.
- Co do jedzenia – usłyszała za sobą głos Natalie i
nie przestając skanować pomieszczenia, wsłuchała się w jej słowa – może wybór
nie jest ogromny, ale nie powinnaś się otruć. Nie polecam jednak fasolki –
uśmiechnęła się lekko – Do tej pory jeszcze nikt nie odkrył jej wszystkich
składników, więc…
Holly lekko spuściła głowę i próbowała ukryć swój
słaby uśmiech na słowa brunetki. Jednak mimo to Natalie dostrzegła go i poczuła
ogromną ulgę. Widziała w rudowłosej dziewczynie ogromną nadzieje i czuła, że
może udać się jej pomóc.
- Dobrze to teraz czas na ostatni przystanek.
Na te słowa Dawson ponownie się spięła. Nie miała
zielonego pojęcia co ją czeka. Chciała jak najbardziej przedłużyć drogę, ale
Natalie szła w swoim szybkim tempie, nie pozwalając jej na to. Po kilku
minutach były na miejscu. Brunetka zatrzymała się przy jednych z białych drzwi
i otworzyła je przed Holly. Posłała jej lekki uśmiech i zaprosiła ręką do środka.
- Jak wyglądają takie zajęcia? – spytała cicho
Dawson, zaskakując tym lekko Natalie.
- Grupy są najczęściej sześcioosobowe i mieszane.
Przychodzi do was jakiś opiekun, który zajmuje się tylko swoją grupą i za nią
odpowiada. W twoim wypadku będzie to nowo zatrudniony chłopak, więc nie tylko
ty będziesz zagubiona – postała jej delikatny uśmiech – Nic ci nie zrobią.
Spokojnie. Jeśli chcesz mogę przyjść po ciebie po zajęciach.
- Naprawdę? – w głosie Holly słychać było cichą
nadzieje.
- Oczywiście – brunetka posłała jej uśmiech – A
teraz zajmij sobie miejsce, a wasz opiekun i reszta pewnie za chwilę się
pojawią – dokończyła i powoli odeszła od rudowłosej.
Holly weszła do środka. Pomieszczenie było prawie
puste. Poza siedmioma krzesłami na środku i niewielkim stolikiem, nie było tam
nic. Dziewczyna obeszła wszystkie krzesła i ruszyła w stronę okna. Usiadła na
parapecie i skupiła swój wzrok na okno. Za szybą znajdowała się spora, metalowa
krata. Kiedy dziewczyna przeglądała się jej uważniej, usłyszała jak ktoś wchodzi
do pomieszczenia. Do jej uszu doleciały jakieś rozmowy, ale nie odwróciła się w
ich kierunku. Po chwili zaczęli przychodzić inni. Słyszała pięć różnych głosów.
Trzy z nich należały do chłopaków, a dwa pozostałe do dziewczyn. Postanowiła
odwrócić się w ich kierunku. Jej oczom ukazała się grupka kompletnie różnych
osobowości. Kiedy napotkała ich spojrzenia, odwróciła się ponownie w stronę
okna. Była im w pewien sposób wdzięczna, że żadne jej nie zaczepia i nie
próbuje rozmawiać. Chyba jako jedyna była tutaj nowa. Ta świadomość wcale jej
nie pomogła, ale wszystko w jej głowie ucichło, kiedy drzwi do pomieszczenia
otworzyły się ponownie.
Czekam na Wasze opinie :) x