Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 4.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 4.. Pokaż wszystkie posty

4.

Witajcie kochani x
Wracam do Was z czwórką i chyba lekkim rozczarowaniem. Z rozdziału na rozdział mam wrażenie, że robi się Was coraz mniej i nie wiem czym to jest spowodowane.. Faktem, że Wam się po prostu nie podoba to opowiadanie czy jest coś jeszcze innego. 
Więc mam do Was małą prośbę. Proszę aby każdy z Was, kto przeczyta ten rozdział zostawił kilka słów od siebie i każdy, kto chce być dalej informowany o rozdziałach niech zostawi swoje namiary pod tym postem
Z góry Wam dziękuje i życzę miłej (mam nadzieje) lektury ;*


'Save us, what we are.'

         Wszystko wydawało się kompletnie puste, opuszczone. Od dobrej godziny szła powoli po jednej z ulic jej rodzinnego miasta. Poza sobą, nie widziała żadnej żywej duży. Jedynym dźwiękiem, który docierał do jej uszu był jej przyśpieszony oddech. Jej ciało przeszedł kolejny dreszcz, wywołany podmuchem zimnego wiatru. Odwróciła się za siebie, mając wrażenie, że coś lub ktoś ją obserwuje. Zamarła i stanęła w miejscu. Zaczęła rozglądać się po okolicy i szukała jakiegokolwiek ruchu, znaku, że nie była sama. Nie widziała kompletnie nic. Cisza wokół niej zaczęła być przerażająca i z każdą kolejną sekundą słyszała coraz głośniej, jak krew przepływa przez jej żyły. Każde uderzenie jej serca nabierało na sile. Przełknęła głośno ślinę i zaczęła biec. Ruszyła w kierunku swojego parku. Podeszła do miejsca, gdzie zawsze rosło jej ulubione drzewo. Poza kilkoma gałęziami i uciętym pieniem przy samej ziemi nie było nic. Usiadła na ziemi i przejechała dłonią po drewnie. Dostrzegła w korze jakiś metal i sięgnęła po niego. Jak się okazało była to zużyta żyletka. Nie była do końca pewna co ma to oznaczać, ale nie dane było jej się nad tym zastanowić. Chwilę później metal wypadł z jej dłoni ze strachu. Spojrzała na swoje ręce i dostrzegła, że z jej blizn i świeżych ran zaczęła wypływać krew. Z upływem czasu wykrwawiała się coraz bardziej. Kompletnie nie wiedziała co się dzieje. Dostrzegła krople deszczu ma swojej bluzce i spojrzała w niebo. Deszcz z każdą sekundą przybierał na sile. Nie wiedzieć czemu coś ciągnęło ją do powrotu do domu. Ruszyła przed siebie, ignorując spływającą z jej rąk krew i wszystko w około. Droga zajęła jej kilkanaście minut. Zauważyła światło w garażu ojca i skierowała się w jego stronę. W środku zastała tylko pozostawiony samochód i idealny porządek na szafkach. Podeszła do jednej z nich i otworzyła pierwszą szufladę. Wyjęła stary śrubokręt, ale po chwili odłożyła go na miejsce. Jej uwagę przykuł spory młotek. Chwyciła jego rączkę w swoją dłoń i podeszła do samochodu ojca. Wstrzymała powietrze i zamachnęła się z całej siły. Uderzyła narzędziem w jedną z szyb pasażera. Pod wpływem jej uderzenia, szkło rozleciało się po całym pomieszczeniu. Poczuła dziwną ulgę. Uśmiechnęła się pod nosem i to samo zrobiła z pozostałymi szybami. W pośpiechu chwyciła jakieś ostre przedmioty i z nieopisaną przyjemnością zaczęła rysować karoserie pojazdu.
- Zabije cię kurwa! – usłyszała krzyk swojego ojca i wszystko co miała w dłoniach upadło na posadzkę. Zamarła z przerażenia. Rozejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła – Zabije! – ponownie do jej uszu doleciał dźwięk jego głosu. Zaczęła oddychać coraz szybciej i wybiegła z garażu. Biegła przed siebie, mając nadzieje, że głos ucichnie i nie będzie musiała go słuchać. Biegła, nie patrząc gdzie. W pewnym momencie jej płuca zaczęły płonąć z przemęczenia i zatrzymała się na środku ulicy. Złapała się za klatkę piersiową i próbowała wyrównać swój oddech. Gdy tak stała doszło do niej, że znalazła się przy szkole. Skupiła swój wzrok na oknach budynku, by upewnić się, że nikogo nie ma. Podeszła do głównych drzwi i weszła do środka. Jakaś podświadomość kazała jej pójść do sali od angielskiego. Weszła do środka i zobaczyła jego biurko. Podeszła do mebla i przejechała dłonią po jego powierzchni. Wyczuwała zapach chłopaka w całym pomieszczeniu. Dziwnym trafem czuła się spokojna i.. bezpieczna? Tak to było to. Odsunęła jego fotel i usiadła na nim delikatnie. Odepchnęła się nogą i zakręciła wokół własnej osi. Przygryzła swoją wargę i ruszyła do swojej ławki. Usiadła na krześle i w jej głowie odtwarzała się scena z poranka. Spojrzała na szybę szkolnego okna i uśmiechnęła się sama do siebie. Wstała i przysunęła ławkę bliżej parapetu. Usiadła na niej po turecku i spojrzała na swoje ręce. Wcześniej widziana krew zniknęła, a rany wydały się nietknięte.  Oparła zrezygnowana swoje plecy o zimną okienną szybę. Zamknęła swoje oczy, a wszystkie jej myśli wypełnił chłopak z burzą loków na głowie…

*

         Usłyszała zwiększający się z każdą sekundą dźwięk budzika i otworzyła swoje powieki. Była zaskoczona faktem, że jest w pełni wypoczęta. Wstała spokojnie z łóżka i pościeliła je. Zauważyła przy szafie zapakowaną torbę z ubraniami i przypomniała sobie o ośrodku. Nie chciała tam jechać. Nie czuła kompletniej potrzeby, by rozmawiać z tymi ludźmi. Oni nie wiedzieli i nie rozumieli nic. Jak mieli jej niby pomóc? Jeśli myślą, że ułatwi im to zadanie to byli w kompletnym błędzie. Nie zamierzała tam z nikim rozmawiać. Został jej niecały rok i w jej osiemnaste urodziny będą ją musieli wypuścić. Podeszła do walizki i otworzyła ją. Wyciągnęła wszystkie ubrania i przejrzała przygotowany przez matkę bagaż. Większość ze swoich ubrań wrzuciła z powrotem do szafy, a dopakowała tylko kilka czarnych koszulek i bluz. Zapięła zamek torby i wstała. Rozejrzała się po pokoju i jej uwagę przykuła ramka ze zdjęciem na komodzie. Wzięła ją do ręki. Fotografia przedstawiała ją w wieku jakiś pięciu lat na rękach uśmiechniętej mamy. Nie pamiętała widoku swojej rodzicielki z uśmiechem. Miała świadomość, że to ona jest przyczyną braku radości w życiu matki. Pod wpływem impulsu podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Do pokoju wpadła fala świeżego powietrza. Dziewczyna wychyliła się i wyrzuciła ramkę ze zdjęciem jak najdalej. Nie mogła znieść faktu, że matka się już nie uśmiecha na jej widok.
- Holly.. – usłyszała niepewny głos swojej mamy i odwróciła się w jej stronę. Kobieta stała zdenerwowana w drzwiach – Chodź, zrobiłam ci śniadanie. 
- Nie jestem głodna – burknęła i ruszyła do łazienki. W rzeczywistości jej brzuch mówił co innego. Miała ogromną ochotę na swój rytualny jogurt z kawałkami czekolady, ale nie przyznała tego.
Margaret zamknęła zrezygnowana drzwi i zeszła na dół. Wkroczyła do salonu i skierowała się do barku przy telewizorze. Sięgnęła po jedną z butelek whisky i nalała sporą jej porcję do czystej szklanki. Wypiła całą zawartość jednym duszkiem. Gorycz alkoholu rozeszła się po jej przełyku i poczuła chwilową ulgę. Jeszcze chwila i tam pojedzie. Pomogą jej – próbowała wmówić sama sobie, ale coraz bardziej wątpiła w swoje myśli.

         Po jakiejś godzinie rudowłosa dziewczyna opuściła swoją łazienkę i wzięła torbę do ręki. Opuściła swój pokój i zamknęła za sobą drzwi. Już tu nie wrócę – obiecała sobie w myślach – Nigdy. Zeszła po schodach na dół i założyła na stopy swoje trampki. Usiadła na przedostatnim schodku i czekała w przedpokoju aż rodzicie zaczną zbierać się do wyjścia. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Wiedziała, że będą opowiadać jej o cudownych zaletach tego wspaniałego ośrodka i zapewniać, że wszystko będzie dobrze. Skąd oni mogą wiedzieć jak będzie?
Kiedy usłyszała czyjeś kroki, odwróciła się i jej oczom ukazał się ojciec. Widziała pogardę w jego oczach, a w głowie pojawiły jej się tylko słowa – Zabiję cię kurwa! Najdziwniejsze było to, że te słowa należały do niego. Nie wiedziała skąd pojawiły się w jej głowie, ale czuła, że jej sen nie był tak spokojny jak na początku myślała. John zabrał torbę córki i zaniósł ją do bagażnika swojego samochodu. Dziewczyna podniosła się z miejsca i ruszyła do wyjścia. Za nią kroczyła Mer. Obie razem z Johnem wsiadły do samochodu. Auto wypełniała krępująca cisza. Holly próbowała ją ignorować na każdy z możliwych sposobów, ale gdy ruszyli cała się spięła. Z każdym kilometrem wiedziała, że są coraz bliżej. Ta świadomość ją wykańczała. Oparła swoją głowę o zimną szybę samochodu i wsłuchała się w dźwięk pracy silnika. Starała się skupić swoje myśli tylko na tym. Po jakieś półgodzinie jej oczom ukazał się dosyć spory budynek, otoczony wysokim ogrodzeniem. Na ten widok usiadła prosto w fotelu i zaczęła uważniej wpatrywać się w szybę. Analizowała całą okolicę i starała sobie wyobrazić co może spotkać ją w środku. Jej rozmyślania przerwał stojący przy bramie samochód, a dokładniej siedzący w nim chłopak. Harry!? Myślała, że ma jakieś zwidy. Przymrużyła swoje powieki, by lepiej skupić swój wzrok i dotarło do niej, że to naprawdę on. ON.
- Holly? – z osłupienia wyrwał ją głos ojca – Wysiadaj.
Posłusznie odpięła swój pas i po chwili stała przy samochodzie. Nie miała odwagi się odwrócić. Modliła się w myślach by jej nie zauważył. Ojciec dał jej do ręki jej torbę i spojrzał ze zdenerwowaniem na Margaret.
- No to.. – kobieta próbowała zacząć jakoś , ale Holly od razu jej przerwała.
- Jedźcie już… – szepnęła – Po prostu jedźcie.

*

         Koło godziny szóstej Zayna obudził denerwujący dźwięk budzika. Wyłączył go szybkim ruchem ręki i usiadł na łóżku. Złapał się za obolały od niewygodnej pozycji podczas snu kark i przekręcił swoją głową aby do trochę rozruszać. Przetarł swoją zaspaną twarz i ruszył do łazienki. Wiedział, że zbudzić go może tylko prysznic. Zamknął się więc w łazience i po chwili stał pod strumieniem ciepłej wody. Kiedy się rozbudził, wyszedł z kabiny i wytarł dokładnie swoje ciało. Założył na siebie czyste ubrania, składające się z czarnych rurek i koszulki z logiem Guns N' Roses. Ułożył swoje włosy, wcierając w nie odpowiednią ilość żelu i umył dokładnie zęby. Udał się do swojego pokoju i spakował do plecaka potrzebne dokumenty i rzeczy. Wyszedł z sypialni i skierował się do kuchni. W pomieszczeniu Harry właśnie zalewał dla obu kawę i usiadł do stołu.
- Dzięki – chłopak mruknął i upił łyk gorącego napoju.
Zrobił sobie kilka kanapek na śniadanie i usiadł naprzeciwko przyjaciela.
- Gotowy? – usłyszał pytanie Harrego – Może cię podwieźć?
- Nie, dzięki stary. Przejdę się – ugryzł kolejny kęs śniadania.
- Zayn..? – Harry ponownie zaczął, a Malik spojrzał na niego pytająco – Tylko wiesz uważaj tam. Oboje wiemy, że czasem zbytnio się angażujesz..
- Spokojnie Harry. W przeciwieństwie do ciebie, ja myślę dwa razy za nim coś zrobię – próbował się bronić, ale wiedział, że przyjaciel ma racje.
- No właśnie tutaj to bym polemizował – powiedział niepewnie – Uważaj po prostu.
Malik już nic nie odpowiedział. Zjadł do końca swój posiłek i wypił ostatni łyk kawy. Wstał od stołu i wstawił swoje naczynia do zlewu. Harry zrobił to samo i razem skierowali się do przedpokoju. Ubrali się i wyszli z mieszkania. Kiedy znaleźli się na dworze, powitał ich ulewny deszcz.
- Dawaj stary, podwiozę cię – Harry klepnął przyjaciela po plecach i ruszył biegiem do samochodu. Malik nie zastanawiając się długo, pobiegł za nim i wsiadł na miejsce pasażera. Zapiął swój pas i oparł się wygodnie o zagłówek fotela. Skupił swój wzrok na widoki za samochodową szybą. Pogoda nie zachęcała go do życia i czuł coraz większą potrzebę zapalenia papierosa. Podrapał się po swoim karku i ziewnął głośno.
- Wyrobisz się do szkoły? Ten ośrodek jest kawałek za miastem – Zayn przerwał ciszę i zwrócił się do przyjaciela.
- Taa spoko. Mam na późniejszą godzinę dzisiaj.. – odpowiedział zielonooki – Zastanawiam się tylko, jak ty chciałeś tam dojść z buta? – powiedział to z lekkim uśmieszkiem.
- Oj tam. Wiesz, że lubię spacery.
- Spacer spacerem, ale kurwa maraton o poranku to nie w twoim stylu – zaczął się śmiać i atmosfera w samochodzie się rozluźniła.
- Dobra już skończ.. Zajmij się lepiej swoimi uczniami – mruknął ironicznie – A co do uczniów to jak tam nazywała się ta twoja.. uczennica? – zaakcentował ostatnie słowo.
- Holly.. Holly Dawson. A co? – lokowany nie krył swojego zdziwienia.
- Nic tak się tylko pytam. Zawsze raczej gustowałeś w starszych.. – Mulat uśmiechnął się pod nosem.
- Serio Zayn? – spojrzał na niego jak na idiotę – Ja naprawdę nie myślę o niej w tych kategoriach. Ona… Ona ma niesamowite spojrzenie na świat, zrozumiałbyś gdybyś ją poznał – mówiąc to, miał w głowie obraz tej pamiętnej lekcji i na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Już mówiłeś.
- No to po co drążysz?
- Chciałem się upewnić – na słowa przyjaciela, Harry pokręcił w niedowierzaniu głową – Spokojnie stary – dodał Malik.
Harry już nic nie odpowiedział tylko włączył radio i po chwili samochód wypełniły dźwięki  R U Mine Arctic Monkeys. Zielonooki nucił pod nosem słowa piosenki, a Malik ponownie skupił się na widoku za oknem.

         Kiedy ich oczom ukazała się brama ośrodka, Malik wyprostował się w swoim fotelu i dopiero dotarło do niego, że rozpoczyna staż w tym miejscu. Z tymi wszystkimi ludźmi.
Harry widząc zdenerwowanie przyjaciela, zgasił silnik i wyłączył grającą muzykę.
- Co jest? – spytał niepewnie i wpatrywał się uważnie w każdy ruch Zayna. Chłopak odpiął swój pas, ale nie wysiadł. Poczuł ogromną gulę w gardle.
- A jak.. Jak ja im nie pomogę? Jak mi się nie uda?
- Kurwa Zayn. Uwielbiasz pomagać innym, kochasz z nimi rozmawiać i słuchać ich problemów. Przez całe studia planowałeś pracę w takim właśnie miejscu, a teraz kiedy nadarza ci się ta niesamowita okazja, chcesz się tak zwyczajnie poddać? – Harry spojrzał poważnie na przyjaciela, a ten spojrzał przed siebie.
- Masz racje, stary. Dam radę – uścisnęli sobie ręce w przyjaznym geście i poklepali się wzajemnie po plecach – Dzięki.
Przyjaciele odsunęli się od siebie i dostrzegli, że do ośrodka wjechało jakieś rodzinne auto. Po chwili otworzyło się dwoje drzwi i wysiadło z niego jakieś małżeństwo. Mężczyzna otworzył jedne z tylnych drzwi i chwilę potem wysiadła z auta ruda dziewczyna. Harry doznał kompletnego szoku.
- Holly!? – wydusił z siebie – Ale..
- Ta Holly? – Zayn był zaskoczony odkryciem przyjaciela, a kiedy Harry kiwnął porozumiewawczo głową, nie mógł oderwać wzroku od sceny przed sobą – O kurwa..

Wasze opinię są dla mnie cholernie ważne ;) x