Przepraszam Was za tą obsuwę, ale naprawdę ciężko wyrobić mi się ostatnio z czasem. Mimo że tego nienawidzę dodaje ten rozdział na telefonie i mam nadzieje, że nie będzie wielu błędów i docenicie to, że się męczę na tym małymi ekraniku :)
Czekam z niecierpliwością na Wasze opinie o tym rozdziale. Tak jak obiecałam poznacie Zayna. Może jeszcze nie jakoś szczególnie, ale już nie długo zawita na stałe :)
Enjoy xx
_________________________________________________________
And if I died would you cry? Would you walk on by?
Kiedy
dziewczyna opuściła salę lekcyjną, Harry próbował skupić swoją uwagę na
wpisaniu tematu lekcji do papierowego dziennika. Jednak mimo wszelkich prób,
nie mógł oderwać wzroku od jednego nazwiska na liście uczniów. Holly Dawson. Musiał przyznać sam przed
sobą, że ruda dziewczyna skupiła całą jego uwagę na tej lekcji. Sam nie był
pewny czy przyczyną tego była sama jej odpowiedź na zadane przez niego pytanie,
czy anegdota o kroplach deszczu, czy może te niezwykle szmaragdowe oczy…
Wiedział, że to nie
jest normalne i mu jako nauczycielowi nie przystoi takie rozumowanie. Jednak
gdzieś w podświadomości czuł, że ma ona niezwykłą osobowość i cholernie chciał
poznać ją bliżej, dowiedzieć się coś więcej o jej osobie, cokolwiek.
Dzień
w pracy minął mu przyjemnie szybko. Uwielbiał pracę z młodzieżą. Dawała mu
niesamowitą satysfakcje, a możliwość poznawania ich spojrzenia na świat,
ciągnęła go do tego jeszcze bardziej. Świadomość, że może przekazać coś młodym
ludziom, wywoływała pewnego rodzaju presje. Mimo to kochał swój zawód. Teraz miał
jednak wielką ochotę zamknąć się w swoim wynajmowanym mieszkaniu, usiąść przed
telewizorem i odmóżdżyć się przy jakiś durnym filmie z butelką piwa.
Kiedy
usłyszał ostatni dzwonek, odetchnął i ruszył do pokoju nauczycielskiego. Ubrał
na siebie swój czarny płaszcz i zarzucił na szyję szalik. Spakował wszystkie
dokumenty do torby i pożegnał się ze swoimi współpracownikami. Wyszedł z budynku i rozczarował go widok
padającego deszczu. Pogoda w Wielkiej Brytanii nigdy nie należała do jego
ulubionych. To nie tak, że nienawidził deszczu. Kochał go, ale tylko wtedy, gdy
siedział w ciepłym mieszkaniu i nie musiał z niego wychodzić.
Podbiegł do swojego samochodu i szybko usiadł na miejscu
kierowcy. Spadające z nieba krople deszczu spływały po szybie jego samochodu.
Patrzył chwilę na nie i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Przypomniał
sobie słowa Holly: ‘Doszłam do wniosku,
że krople deszczu na szybie, mimo samotności z jaką pokonują swoją drogę,
zawsze w jakimś momencie się spotykają i łączą w nierozerwalną jedność.’
Podziwiał jeszcze przez chwilę te zjawisko i odpalił swój samochód. Niezwykła dziewczyna – przeszło mu przez
głowę. Zapiął pas i wyjechał z terenu szkoły. Jechał powolnym tempem i stanął
na czerwonym świetle. Rozejrzał się po okolicy i jego oczom ukazała się Holly.
Dziewczyna siedziała na jednej z ławek i patrzyła w niebo. Zastanawiało go
czemu moknie na deszczu i nie wraca do domu. Jego rozmyślanie przerwał jakiś
kierowca stojący za nim, trąbiąc kilka razy na niego. Bez chwili namysłu
podjechał do dziewczyny i uchylił szybę pasażera.
- Holly? – nie krył swojego zaskoczenia – Czemu siedzisz
tutaj sama na deszczu? – zadał jej pytanie, a ona spojrzała na niego z
ciekawością.
- Lubię deszcz – odpowiedziała, krótko.
Nienawidził tych jej krótkich odpowiedzi. Nie miał zielonego
pojęcia co robić. Wiedział, że nie powinien zapraszać do samochodu swojej
uczennicy, ale zostawienie jej samej na deszczu też nie wchodziło w grę.
Odrzucił zdrowy rozsądek i otworzył jej drzwi.
- Wsiadaj Holly. Zawiozę cię do domu – powiedział pewnie.
- Nie trzeba. Przejdę się – wstała z ławki i poprawiła swój
plecak.
- Nie żartuj. Pada coraz mocniej. Po prostu wsiądź. Nic ci
nie zrobię – zapewnił ją i spojrzał w jej szmaragdowe tęczówki. Widział w nich
ogromną niepewność, ale nie pośpieszał jej.
Kiedy dziewczyna usiadła na miejscu pasażera i niepewnie
zamknęła za sobą drzwi, odetchnął z ulgą i zdał sobie sprawę, że wstrzymywał
oddech.
- Zapnij pas i powiedz, gdzie mieszkasz.
- Naprawdę będzie lepiej jak się przejdę. Nie chcę sprawiać
panu problemów – spuściła wzrok i spojrzała na swoje ręce.
- Proszę nie mów do mnie pan.. Przynajmniej poza szkołą –
wiedział jak to brzmiało, ale nienawidził, kiedy ktoś tak się do niego zwracał.
- Dobrze proszę pa… Harry – poprawiła się szybko i
przełknęła głośno ślinę.
Patrzył na nią z troską i czekał aż poda mu adres. Gdy
wreszcie zapięła pas i powiedziała mu nazwę ulicy, nacisnął pedał gazu i ruszył
w odpowiednim kierunku miasta. Cisza w samochodzie była cholernie niekomfortowa
i oboje czuli się niezręcznie. Holly oparła się o zagłówek i wpatrywała w
mijane domy. Harry co jakiś czas zerkał na dziewczynę i zastanawiało go nad
czym rozmyśla. Jednak nie zadawał pytań. Czuł, że sama jego obecność i fakt, że
ją podwozi były dla niej ciężkie. Nie chciał tego dodatkowo utrudniać.
Holly nie mieszkała daleko od szkoły. Po jakiś dwudziestu
minutach byli na miejscu. Styles podjechał na podjazd i zatrzymał samochód.
Spojrzał z uśmiechem na dziewczynę.
- To tutaj?
- Tak dziękuje Harry
– odpowiedziała akcentując jego imię i odpięła pas – Do widzenia – szepnęła i
wysiadła z samochodu.
- Do jutra Holly – ponownie się uśmiechnął i chwilę później
obserwował jak dziewczyna zamyka za sobą drzwi i idzie do domu. Kiedy upewnił
się, że weszła do środka, odjechał z pod jej domu i ruszył w kierunku swojego
adresu.
Po
niedługim czasie otwierał drzwi do swojego mieszkania i zrzucił z siebie
przemoczony płaszcz. Położył torbę na komodę i zdjął swoje buty. Zajrzał do
kuchni i od razu skierował się do lodówki. Wyjął butelkę piwa z dolnej szuflady
i ruszył do salonu. Na kanapie siedział jego przyjaciel Zayn i wpatrywał się
zmieniające się na ekranie obrazy. Lokowany usiadł obok Mulata i stuknął swoją
butelką o butelkę przyjaciela.
- Cześć stary – powiedział od niechcenia i skupił się na
lecącym filmie.
- Ciężki dzień? – zapytał go Zayn.
- Powiedziałbym raczej.. dziwny – podsumował po krótkim
zastanowieniu i upił łyk schłodzonego alkoholu.
- No to opowiadaj – powiedział Mulat i wziął pilota do ręki.
Wyłączył telewizor i skupił całą swoją uwagę na przyjacielu. Doskonale
wiedział, że coś go gryzie i chciał jak najszybciej dowiedzieć się co.
- Nie ma o czym, naprawdę. Mów czy przyjęli cię do tego
ośrodka? – Harry próbował zmienić temat i kiedy dostrzegł zarys uśmiechu na
ustach przyjaciela, wiedział, że mu się udało. Przynajmniej na razie.
- Byłem tam dziś i się zgodzili. Na razie w ramach darmowego
stażu. Wiesz coś w stylu wolontariatu, ale zdobędę doświadczenie i jak dobrze
pójdzie może przyjmą mnie na pełny etat – powiedział i zamoczył swoje usta w
alkoholu.
- No to gratulacje. Twoje zdrowie – podniósł butelkę i napił
się kolejnego łyka.
- Dzięki. Teraz ty gadaj co się dzieje? – Malik spojrzał
uważnie na Harrego.
- Nie odpuścisz mi dzisiaj?
- Dobrze wiesz, że nie.
Harry przeczesał ręką swoje włosy i spojrzał na przyjaciela.
- Poznałem dziś ciekawą uczennicę – zaczął, a mina Zayna
zdradzała, że nie jest zachwycony, słysząc tę informację – No to nie tak stary
– próbował się bronić – Po prostu zaciekawiła mnie swoim podejściem do świata.
Zrozumiałbyś, gdybyś tylko ją poznał.
- No okej, skoro to nic poważnego.. Przynajmniej z tego co mówisz.
To co cię tak dręczy? – Mulat drążył dalej.
- No bo.. Podwiozłem ją po szkole do domu – mruknął Harry i
opróżnił butelkę piwa do końca.
- Co zrobiłeś? – Malik nie mógł uwierzyć w słowa przyjaciela
– Czy ty wiesz jak to wygląda?
- Wiem, kurwa, wiem – ponownie przeczesał swoje włosy – Ale
do chuja Zayn to naprawdę nic. Nie traktuje jej w żaden inny sposób niż jako
uczennicę, rozumiesz? Miałem zostawić ją siedzącą na ławce w ulewę? Zrobiłbyś
dokładnie to samo.
Zayn musiał zgodzić się z przyjacielem, ale zwyczajnie nie
wiedział co ma mu powiedzieć. Cała ta sytuacja wydawała mu się chora.
- Wiesz co robisz? – to jedyne co przeszło mu przez usta.
- Tak panuję nad sytuacją – dodał Harry i wstał z kanapy –
Idę spać. Jestem wykończony.
Kiedy Harry opuścił salon, Zayn wstał i ruszył do kuchni.
Otworzył okno i wyciągnął paczkę fajek z kieszeni. Zapalił jednego papierosa i
zaciągnął się nikotynowym dymem. Choć
brzmiało to cholernie banalnie to musiał przyznać sam przed sobą, że martwił
się o Harrego. Styles lubił angażować się w swoją pracę. Tak jak i ty – przeszło mu przez głowę.
*
- Holly to ty? – usłyszała głos swojej rodzicielki, gdy
tylko przekroczyła próg domu.
- Taa… – mruknęła niechętnie pod nosem i ściągnęła swoje trampki ze stóp. Nie
zwracając na nic uwagi, weszła po schodach na górę i zamknęła się w swoim
pokoju. Zrzuciła plecak pod jedną ze ścian i skierowała się do łazienki. Zdjęła
z siebie przemoczoną bluzę i zawiesiła ją na ciepłym grzejniku. Oparła swoje
dłonie o umywalkę i spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała okropnie. Zmęczenie
na jej twarzy biło na kilometr. Związała swoje rude włosy w wysokiego, luźnego
koka i przemyła twarz. Usiadła na brzegu wanny i spojrzała na swoje blizny.
Przejechała opuszkami palców po wybrzuszeniach na skórze i wszystko powróciło
ze zdwojoną siłą. Każdy powód sięgnięcia po żyletkę. Każdy ból. Każda wypłakana
łza. Miała zwyczajnie dość. Sięgnęła do małej szuflady pod umywalką i wyjęła
czystą żyletkę. Przyłożyła kawałek metalu do ręki i poczuła dreszcze, gdy zimno
ostrza rozeszło się po jej skórze. Nie zdążyła dobrze jej naciąć, kiedy drzwi
do łazienki się otworzyły.
- Holly?! – usłyszała głos swojej matki i zamarła. Spojrzała
na rodzicielkę i przerażenie na twarzy kobiety rosło z każdą kolejną sekundą.
Widziała jak matka rozgląda się po całym pomieszczeniu i łączy wszystkie fakty
w całość – O boże – szepnęła i zasłoniła dłonią swoje usta.
- Przepraszam.. – dziewczyna próbowała się bronić, ale głos
coraz bardziej jej się łamał – Ja.. Ja.. – żyletka wypadła jej z palców i
zapłakana spuściła wzrok.
- Boże córeczko… -
Margaret usiadła obok niej i bez zastanowienia objęła córkę swoimi
rękami. Holly była zaskoczona nagłą bliskością swojej matki. Nie odwzajemniła
jej gestu. Była wręcz przerażona tą bliskością i kompletnie nie wiedziała co
robić. Jej ciało odmówiło jej jakiegokolwiek posłuszeństwa. Siedziała jak
kamień. Margaret widząc zmieszanie córki, odsunęła się od niej i skupiła swój
wzrok na rękach dziewczyny. Nie mogła uwierzyć w ilość ran i blizn na jej
skórze.
- Holly.. – Margaret przełknęła głośno ślinę – Musimy porozmawiać
– próbowała brzmieć stanowczo, ale wiedziała, że wyszło jej to z marnym
skutkiem – Choć na dół – dodała i wstała.
- Mamo.. - dziewczyna
szepnęła – nie mów ojcu… - spojrzała na rodzicielkę swoimi zielonymi oczami.
Margaret widziała w nich ogromny ból i strach. Odwróciła szybko wzrok, bo
czuła, że przez błaganie córki zmieni zdanie co do wszystkiego.
- Nie powiem mu, ale ty też coś dla mnie zrobisz – dostrzegła
lekką nadzieje na twarzy córki – Dzwoniłam dziś do ośrodka psychiatrycznego i…
- Nie! – dziewczyna przerwała matce i schowała swoją twarz w
dłoniach – Czemu mi to robisz? – po policzkach spływały jej kolejne łzy, ale
już nawet nie próbowała ich ukrywać.
- Holly ja nie mam już siły, a ty tego potrzebujesz.
Potrzebujesz pomocy – desperacja w jej głosie była ogromna.
- Oni mi nie pomogą – szepnęła i wyminęła rodzicielkę w
drzwiach – Nikt mi nie pomoże – zrezygnowana opadła na łóżko i schowała swoją
twarz w poduszkę.
- Od jutra zwolni się tam dla ciebie miejsca – Margaret zignorowała
słowa córki – Razem z ojcem zawieziemy cię tam rano – Otworzyła drzwi od pokoju
dziewczyny i spojrzała jeszcze raz na córkę – Dobranoc – szepnęła i wyszła z
pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i osunęła się po ścianie przedpokoju. Schowała
swoją twarz w dłoniach i nie ukrywała już łez. Nienawidziła tej cholernej
bezsilności, którą czuła. W głowie siedział jej tylko obraz pokaleczonych rąk
jej córki. Po chwili usłyszała kroki na schodach i szybkim ruchem wytarła swoją
twarz. Zauważyła Johna i widziała zaskoczenie na jego twarzy.
- Pomogą jej prawda? – zadała mu pytanie, doskonale wiedząc
jaka będzie jego odpowiedź. On tylko spuścił wzrok i kompletnie nie wiedział co
ma powiedzieć.
- Mam nadzieje – szepnął prawie bezgłośnie i zszedł ponownie
do salonu, zostawiając Margaret samą.
Czekam na Wasze opinie :) x