.

Witajcie kochani. Dawno mnie tutaj nie było i w sumie to więcej się już tutaj nie pojawię. Podjęłam ostateczną decyzję i opowiadanie zostało przeniesione na Wattpada
http://www.wattpad.com/story/17038338-recovery-zayn-malik-fanfiction !
Właśnie dodałam tam rozdział 9., więc jeśli ktoś z Was chce jeszcze je czytać to zapraszam. Będzie mi cholernie miło :)

Przepraszam za problemy x

8.

         Wiem, że dawno nic nie dodałam. Wiem, że zawaliłam, ale na prawdę nie miałam głowy do pisania. Miałam taką pustkę i blokadę, że gdy tylko otwierałam Worda to miałam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Wiem, że dawno nie było rozdziału i strasznie mi głupio, ale mam nadzieje, że jednak jeszcze ktoś tutaj zajrzy i przeczyta kolejny rozdział. Liczę na to, że następny będzie mi się pisało znacznie łatwiej. Trzymajcie kciuki proszę :) xx
         Czekam na Wasze motywujące opinię i mam nadzieje, że chociaż większość Was się ze mną nimi podzieli. 
         Mam do Was jeszcze na koniec małe pytanie - Czy mam opisywać bardziej szczegółowo wszystkie rozmowy indywidualne Zayna, czy zrobić tak jak planowałam tzn. skrócić je a skupić się na tej najważniejszej? Jestem ciekawa Waszego zdania :)
         No nic zostawiam Was z rozdział i mam nadzieje, że się nie rozczarujecie!
         Buziaki :**


We go out in our own it's a big bad world outside 
Carrying our dreams and all that they mean 
Trying to make it all worthwhile.

         Po wzięciu szybkiego i chłodnego prysznica, Zayn zarzucił na swoje jeszcze wilgotne plecy czarny, znoszony T-Shirt i luźniejsze bokserki. Wyszedł z pomieszczenia i skierował się do kuchni. Spadające z jego mokrych kosmyków krople, zostawiały na płytkach delikatne wilgotne ślady. Przeczesał palcami swoje włosy i stanął przy kuchennym blacie. Wyciągnął z szafki czysty kubek i nalał zimnej kranówki. Wypił całość jednym duszkiem i oparł się o kuchenny  parapet. Otworzył na oścież jedno z okien i sięgnął po leżącą na blacie paczkę fajek. Wyciągnął z niej  papierosa i zapalił go spokojnie, zaciągając się nikotynowym smakiem. Usiadł na szafce, a rześki wiatr przyjemnie chłodził jego plecy. Papieros ukoił jego nerwy i po chwili oddech Malika lekko się uspokoił.
- Daj jednego – usłyszał za sobą głos przyjaciela i odwrócił się lekko zaskoczony. Podał Stylesowi papierosy i skupił swój wzrok na widoku za oknem. – O czym tak myślisz? – Harry ponownie przerwał ciszę.
- O wszystkim i o niczym – odparł wymijająco Malik i sięgnął po kolejnego papierosa, mając nadzieje, że przyjaciel da mu święty spokój. Styles jednak nie zamierzał mu tego ułatwiać.
- Okay, skoro nie jesteś zajęty.. – zaczął, a Malik spojrzał na niego jak na idiotę. Jednak lokowany znał zbyt dobrze humory swojego przyjaciela i kontynuował, siadając na jednym z kuchennych krzeseł  – To może dla świętego spokoju opowiesz mi co się tam wydarzyło, bo kurwa nie zaśniesz dzisiaj, a oboje wiemy, że przez to jutro wystraszysz dosłownie wszystkich w mieście.
         Zayn doskonale zdawał sobie sprawę, że Harry miał racje, ale kompletnie nie wiedział, co ma mu powiedzieć. Może najlepiej prawdę? – przeszło mulatowi przez głowę. Jednak dużo łatwiej było pomyśleć niż to zrobić.
- Dobra widzę, że na trzeźwo nie pójdzie – Styles wstał i podszedł do lodówki. Sięgnął po dwie butelki piwa i ruszył do salonu. – Na co czekasz? – spojrzał pytająco na Malika – Jak na specjalne zaproszenie, to się rozczarujesz.
- Stary, ja muszę jutro być trzeźwy. Mam rozmowy indywidualne – próbował jakoś wybrnąć.
- A ja kurwa klasówkę u humanistów – przyjaciel szybko mu przerwał. – Myślisz, że łatwo wysiedzieć na kacu i udawać, że nie widzisz jak wszyscy ściągają? – spytał retorycznie. – Nie pierdol i chodź.
         Malik już nic nie mówił i ruszył za przyjacielem. Usiedli we dwójkę na kanapie. W tym samym czasie Styles otworzył obie butelki i podał jedną Zaynowi. Malik upił spory łyk alkoholu. Schłodzone piwo rozeszło się po jego przełyku, dając chwilowe uspokojenie. Harry siedział jak na złość cicho i czekał, aż to Malik coś powie.
- Mam Holly w swojej grupie – zaczął.
- Tego domyśliłem się pod blokiem – uśmiechnął się chytrze.
- I nie zarzuciłeś mnie pytaniami? – spojrzał zaskoczony na przyjaciela.
- Widziałem, że nie miałeś humoru na wywiady, więc nie zaczynałem – Zayn odetchnął na słowa przyjaciela i naprawdę doceniał to, że choć na chwilę dał mu spokój. – Widzę, że dalej nie chcesz gadać. Jednak wiesz, że moja cierpliwość nie jest zbyt wielka, dlatego zacznij może łaskawie z własnej woli – posłał mu lekki uśmiech.
- Ja po prostu nie wiem co myśleć – powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy i po raz kolejny przeczesał swoje włosy lekko drżącą dłonią. – Nie umiem jej określić… Każde porównanie wydaje mi się złe albo nie wystarczające.
- Czyli już rozumiesz moje ostatnie zachowanie? – Styles spojrzał pytająco na kumpla, a ten kiwnął porozumiewawczo głową i ponownie zatopił swoje usta w alkoholu. – A jak ogólnie twoja grupa? – Próbował zmienić nieco temat – Jest ktoś przerażający i chcący cię zabić?
- Na razie nie jest chyba aż tak źle. – zaczął – Trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Jeden z nich ma problemy z alkoholem, inni z narkotykami. Dziewczyny czuję, że podobnie. Przynajmniej tak wnioskuje po ich teczkach. Jedyną niewiadomą jest Holy. W jej papierach jest jedynie napisane, że ma koszmary i praktycznie ich nie pamięta na drugi dzień. Plus matka dopisała dodatkowo, że się tnie.
- To musi być jakieś poważne skoro ją tam przywieźli.
- Też tak sądzę – zgodził się z Harrym. – Ale więcej dowiem się jutro. Zaproponowałem im spotkania indywidualne. Wiesz na osobności łatwiej się otworzyć niż w grupie. – Harry co jakiś czas kiwał głową, pokazując, że słucha. – Mam nadzieję, że uda mi się im pomóc. – Westchnął niepewnie. – No, ale koniec o mnie. Jak tam idzie u Ciebie? – zadał Stylesowi pytanie, a ten zaczął z pasją opowiadać o swoim dniu w pracy. Malik dokończył butelkę piwa i próbował skupić się na słowach przyjaciela.

*

         Było ciemno. Kompletnie ciemno. Mimo otwartych oczu, Holly nie widziała kompletnie nic. Miejsce w którym była było niewielkie. Rękoma i nogami dotykała drewnianych ścian, które ograniczały jej przestrzeń. W głowie pojawiła się tylko jedna myśl, przerażająca myśl – trumna. Powietrze było strasznie suche i z każdym kolejnym wdechem paliło jej przełyk. Miała wrażenie, że z upływem czasu ilość tlenu stopniowo malała.
         Zaczęła walić otwartymi dłońmi w ścianę tuż nad swoją twarzą, w nadziei na jej otwarcie. Źle ponacinane drzewo było pełne drzazg, które wbijały się w skórę jej drobnych dłoni, ale nie przejmowała się bólem. On dawał dziewczynie nadzieję, że żyję. Jej wszystkie myśli wypełniał coraz większy strach. Wzięła głęboki oddech suchego powietrza i z całej siły zaczęła napierać na drewnianą przeszkodę. Nie widząc ich wiedziała, że dłonie były czerwone od bólu. Temperatura jej skóry była ogromna, ale nie poddawała się.
         W pewnym momencie usłyszała trzask. Miała wrażenie, że ściana nad nią wreszcie ustąpiła. Przyłożyła zmęczone dłonie do jej powierzchni i zaczęła delikatnie ją unosić. Jej radość nie trwała jednak długo, bo po chwili czuła, na swojej skórze, wpadającą do środka wilgotną ziemię. Holly miała wrażenie, że po jej ciele zaczynają chodzić jakieś robale. Czuła ich drobne kończyny na swoich nogach. Z każdą chwilą robiło jej się coraz bardziej niedobrze i starała się zrzucić je ze swojej skóry delikatnymi ruchami, ale miała za mało miejsca. Mimo że nie trzymała już wieka, ziemia wciąż wlatywała do środka, a powietrza było coraz mniej. W pewniej minucie robaki dotarły do jej szyi, a gdy tylko zaczęły wchodzić na spoconą twarz, zaczęła głośno krzyczeć..

*

         Podniosła się na łóżku przerażona, a oddech dziewczyny był nieludzko przyśpieszony. Całe jej ciało oblane było potem i najdziwniejsze dla niej było to, że pamiętała większość szczegółów swojego snu. Rozejrzała się po swoim pokoju i odszukała wzrokiem ścienny zegar nad drzwiami. Światło księżyca oświetlało jego tarczę na tyle by mogła odczytać spokojnie godzinę.
- Za piętnaście czwarta – szepnęła zrezygnowana i podniosła się z łóżka. Stanęła bosymi stopami na zimnej podłodze i poczłapała do wyjścia. Nacisnęła klamkę i wyjrzała niepewnie z pokoju. Jedynym źródłem światła była żarówka w żyrandolu, wiszącym w pomieszczeniu dla pracowników. Wyszła ze swojego pokoju i zamknęła cicho za sobą drzwi. Ruszyła niepewnym krokiem do oświetlonego pomieszczenia i gdy stanęła w jego progu, dostrzegła dwie osoby. Jack siedział na jednym z krzeseł i cicho pochrapywał, a Natalie robiła mu głupi żart, nakładając bitą śmietanę na jego rękę.
- Natalie.. – szepnęła rudowłosa, a dziewczyna aż podskoczyła, budząc przy tym Jacka. Chłopak na swoje nieszczęście przyłożył rękę do swojej twarzy, chcąc przetrzeć zaspane oczy. Cała bita śmietana wylądowała na jego nosie, policzkach i włosach. Natalie zaśmiała się głośno i szepnęła ciche Dziękuję w stronę Holly, która ledwo powstrzymywała uśmiech.
- Co do kurwy..? – zaczął wściekle Jack, ale powstrzymał się, kiedy tylko ujrzał Dawson.
- Nauczysz się wreszcie, że się nie śpi w pracy – powiedziała mu stanowczo brunetka. – Przynajmniej nie ma mojej zmianie. Co tam Holly? – skupiła swój wzrok na pacjentce.
- Mogłabym skorzystać z toalety? – spytała spokojnie.
- Jasne – Natalie odpowiedziała bez zastanowienia i sięgnęła ze ściany kluczyki z napisem ‘łazienki’. – Chodźmy.
         Dziewczyny wyszły z pomieszczenia i przeszły korytarzem do toalet. Natalie otworzyła zamek do damskiej części i uchyliła drzwi przed Dawson. Dziewczyna podziękowała jej lekkim uśmiechem i weszła do jednej z kabin.
         Po chwili do uszu Natalie doszedł dźwięk spuszczanej wody w ubikacji i zauważyła Holly przy umywalkach. Dawson skończyła właśnie myć ręce i spojrzała na swój ostatni zapisany cytat. Dostrzegła obok niego świeże słowa – „Człowiek nie jest samotny! Ktoś zawsze go pilnuje. Zawsze”. Była w kompletnym szoku i stała chwilę w osłupieniu. Zastanawiała się kto mógł napisać te słowa, a nikt nie przychodził jej do głowy. Potem złapała za marker i pod wpływem chwili dopisała – „Nie wierzę w anioły stróże.”

         Kilka godzin później Dawson siedziała samotnie w stołówce i bawiła się swoimi płatkami owsianymi. Mimo odczuwalnego głodu, zjadła tylko kilka łyżek śniadania. Stres spowodowany dziwnym snem i przyszłym spotkaniem z Malikiem sprawiał, że jej żołądek nie chciał z nią współpracować. Po kilkunastu minutach dziewczyna postanowiła opuścić stołówkę, w której pojawiało się coraz więcej ludzi. Wstała od stolika i odstawiła swoją tacę. Wychodząc, zauważyła Natalie przy drzwiach na zewnątrz i podeszła do dziewczyny szybszym krokiem.
- Natalie mogę się z tobą przewietrzyć? – spytała niepewnie, bojąc się, że brunetka nie będzie chciała się zgodzić.
- Właśnie skończyłam zmianę, ale jeśli chcesz to mogę chwilę z tobą posiedzieć, a potem wrócisz, hmm?
- Dziękuję – powiedziała cicho, a Natalie złapała niepewnie dłoń Dawson i wyprowadziła ją na zewnątrz. Holly zaskakując samą siebie i Clarkson, nie zabrała swojej ręki i minimalnie zacisnęła swoje palce, przyjmując gest. Dziewczyny wyszły na zewnątrz, a ich ciała przeszył chłodny wiatr. Holly stanęła wyprostowana i zaciągnęła się świeżym powietrzem. Podeszła do ławki i usiadła. Oparła swoje plecy o drewniane deski i z zamkniętymi oczami, spokojnie oddychała rześkim powietrzem.
         W tym samym czasie przysiadła się do niej Natalie. Dziewczyna obserwowała rudowłosą i na jej ustach pojawił się uśmiech. Dostrzegła, że Dawson tak jak ona sama kocha przebywać na świeżym powietrzu. Holly wydawała się taka spokojna i wręcz zrelaksowana. To tylko utwierdzało Clarkson w przekonaniu, że uda im się ją wyleczyć i dziewczyna będzie mogła cieszyć się życiem. To dawało jej nadzieje w to co robi.

         Kiedy tak siedziały na ławce przed ośrodkiem, pod bramę zajechał czarny samochód, z którego wysiadł Malik. Chłopak miał na sobie czarne rurki i koszulkę, a na niej czerwoną koszulę w kratę i skórzaną kurtkę. Za uchem miał jednego papierosa, którego sięgnął i wsadził sobie do ust. Już miał go odpalić, kiedy dostrzegł dwie dziewczyny przy wejściu. Był zaskoczony z jakim spokojem Holly siedzi obok Clarkson. Podszedł powoli do ławki, a Natalie posłała mu jak zawsze przyjazny uśmiech.
- Witaj Zayn – przywitała go, a Dawson momentalnie się spięła i usiadła prosto.
- Cześć Natalie… i Holly.
- Hej – Dawson wręcz szepnęła, ale starała się uspokoić swój oddech.
- Co tutaj robicie, jest zimno? – spytał stanowczo Malik.
- Holly chciała się przewietrzyć i jak widzę bardzo jej to pomogło – Clarkson posłała dziewczynie uśmiech. – Jak będziesz chciała jeszcze kiedyś wyjść to daj znać, posiedzimy sobie w ciszy – zaproponowała i wstała z ławki. – Dobra ja lecę, bo 24 godziny to jednak za dużo pracy i więcej tu nie wysiedzę. Trzymaj się Holly i ty też Zayn – pomachała im odchodząc.
- Mogę się przysiąść? – skierował pytanie do rudowłosej, a ta kiwnęła głową na zgodę. – Nie jest ci zimno? Powietrze jest dość ostre.
- Może trochę, ale nie przeszkadza mi to. Wolę zimno i ciszę, niż to co dzieje się tam – wskazała na drzwi ośrodka, a Zayn zrozumiał o co jej chodziło.
- Jak ci się spało? – zmienił temat, chcąc dowiedzieć się czegoś o jej koszmarach. Dziewczyna spojrzała na niego nieco zaskoczona.
- Nie najlepiej, ale idzie się przyzwyczaić – spuściła swój wzrok na chodnik.
- Masz koszmary?
- To zależy, co nazwać koszmarem? Może i niektóre sny, ale kiedy człowiek budzi się raz kolejny z koszmarnego snu, tylko po to, by stwierdzić, że rzeczywistość również jest koszmarem, to co wtedy? – spojrzała na niego z ukosa, a on wpatrywał się zamyślony przed siebie. – Sen to taka mała śmierć.
- Ja raczej wolę określenie – poematy podświadomości. – powiedział na głos swoją myśl. – Jesteś pewna, że to nie był po prostu zły sen?
-  Jeśli tak, to śnię przez większą część mojego życia.

Proszę o komentarze :) xx

7.

EDIT: Dla zainteresowanych :) Założyłam ostatnio konto na Wattpadzie i doszłam do wniosku, że tam też będę publikować swoje opowiadania :) Jeśli macie tam konta to zapraszam! Link do mojego - http://wattpad.com/Real_Paradiise :)

Boże nareszcie dodaje ten rozdział. Strasznie Was wszystkich przepraszam. Mam nadzieje, że następny nie będzie już musieli tyle czekać. Jedynym powodem mojej obsuwy jest (jak zwykle zresztą) nauka. Jak pewnie wiecie z własnych doświadczeń, nauczyciele kochają na koniec roku rzucać się z klasówkami kiedy tylko mogą. Moi chyba są w tym mistrzami. Jednak z moich obserwacji mam jeszcze cień szansy na pasek, więc trzeba walczyć :) Poza tym zaczęłam też kurs na prawko, więc prawie całe dnie jestem poza domem. Nie martwcie się dam Wam wcześniej znać, zanim wsiądę za kółko. Bo znając moje umiejętności to coś tak odwale, że karambol rozprzestrzeni się na cały kraj ;p 

Zarwałam wczorajszą nockę żeby wreszcie napisać ten rozdział i mam nadzieje, ze nie ma w nim wielu błędów. Liczę, że podzielicie się ze mną swoimi opiniami, bo pod ostatnim rozdziałem miło mnie zaskoczyliście ich ilością. Mam tylko nadzieje, ze to się nie zmieni, bo dajecie mi ogromną motywacje do dalszego pisania! Miłej lektury i trzymajcie się kochani! :*

PS. Jeśli chodzi o Wasze opowiadania, które czytam to za chwilę postaram się je nadrobić i skomentować :*

Muzyka.

‘We li­ve, as we dream – alo­ne.’

         Nie wiedziała czemu czuła rosnącą w sobie złość w kierunku Natalie. Fakt, że dziewczyna zaprosiła Zayna do stolika sprawił, że jej wszystkie mięśnie się spięły i przestała wykonywać jakiekolwiek ruchy. Sama sytuacja, że musiała jeść w czyimś towarzystwie przyprawiał ją o dreszcze. Wolała to robić w osamotnieniu na swoim kuchennym parapecie. Jednak musiała o nim zapomnieć. Czasem zastanawiała się czy w ogóle tam jeszcze usiądzie…
Czuła się przy nich, jak jakiś kamień i wpatrywała się w swoje ręce pod stołem. Odchyliła lekko rękaw bluzy i przejechała palcem po bliznach. Miała dziwną potrzebę przejechania po swojej bladej skórze zimnym ostrzem żyletki. Nie wiedziała tylko jak, a już nawet dlaczego…
W pewnej chwili poczuła się obserwowana. Spojrzała na osoby siedzące przy swoim stoliku i stwierdziła, że to nie ich uwagę przykuła jej osoba. Mimo to dalej miała dziwne uczucie, że ktoś śledzi każdy jej ruch. Założyła jeden z kosmyków swoich rudych włosów za ucho i niepewnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Atmosfera w stołówce była dosyć dziwna i czuć było tę niezręczność między ludźmi. Każdy jadł z kimś, ale wydawał się cholernie osamotniony. Ona czuła się podobnie.
Kiedy tak śledziła wzrokiem kolejne osoby w pomieszczeniu, zauważyła jak Jessica wpatruję się prosto w nią. Zamurowało ją to i szybko odwróciła swój wzrok. Jej długie włosy zakryły jej twarz i wraz z nią wszelkie oznaki słabości. Spojrzała ponownie na blondynkę, ale ukryta za swoimi włosami. Dziewczyna wpatrywała się w Holly nieprzerwanie i na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech. Zielonooka próbowała jakoś zignorować niekomfortowe zainteresowanie Forest i skupiła się na osobach siedzących z nią przy stole.
Natalie rozmawiała z Jackiem, który wydawał jej się dosyć spokojnym chłopakiem. Jego wyraźne rysy twarzy powodowały, że zapadał w pamięć, ale musiała przyznać sama przed sobą, że to nie jego twarz pamiętała najbardziej. Siedzący obok bruneta Zayn konsumował w ciszy swój serek i nie zwracał uwagi na nic w około. Holly analizowała każdy najmniejszy milimetr jego twarzy. Od niezwykle zarysowanych kości policzkowych, przez kilkudniowy zarost, aż po niezwykle różowe usta. Jeszcze nigdy nie przyglądała się nikomu z takim spokojem. Nie czuła strachu, że zostanie przyłapana. Zaskakując samą siebie, musiała przyznać, że zastanawiała się jak zareaguje chłopak, gdy ją przyłapie. Jednak po chwili odrzuciła te nowe, obce uczucie i wstała od stolika. Bała się tych nieznanych emocji. Szepnęła ciche ‘Do widzenia’ i ruszyła do okienka, gdzie wszyscy odkładali swoje tace z brudnymi naczyniami.
Odstawiając swoją w wyznaczonym miejscu, poczuła czyjąś obecność obok siebie. Odwróciła się nieznacznie i jej oczom ukazała się Jessica. Blondynka wpatrywała się perfidnie w Holly i czekała na jakąś jej reakcję. Ciało Dawson całe się spięło, a w jej gardle pojawiła się ogromna gula. Stała nieruchomo i skupiła swój wzrok na koszulce Forest, by tylko nie spuszczać wzroku. Czarny T-shirt nie posiadał żadnych wzorów, co tylko utrudniało zadanie. Cisza między nimi była dla Holly cholernie krępująca, jednak blondynka jak na zawołanie zabrała głos:
- Jak tam ci się podoba w ośrodku, nowa? – zaakcentowała wyraźnie ostatnio słowo, co sprawiło tylko, że rudowłosa jeszcze bardziej poczuła się obca i odrzucona przez otoczenie. Przez chwilę Dawson zastanawiała się nad odpowiedzią, ale z każdą kolejną sekundą dochodziła do wniosku, że cokolwiek powie straci najmniejszy sens, gdy tylko opuści jej usta. – Co odebrało ci mowę? – Jessica nie odpuszczała i coraz bardziej się niecierpliwiła.
- Zostaw ją! – usłyszała pewny głos Zayna za plecami dziewczyny i poczuła dziwną, rosnącą w sobie ulgę.
- Tylko rozmawiamy – zapewniła blondynka ze sztucznym uśmiechem.
- Nie widzę, żeby Holly miała ochotę z tobą rozmawiać – nie poddawał się i stanął obok dziewczyn. Odłożył przy okazji swoją tacę po posiłku, robiąc przy tym sporo hałasu. Chłopak czuł rosnącą w sobie złość.
- Oczywiście – Jessica odpowiedziała z ironią i pochyliła się w stronę Holly. – Jeszcze z tobą nie skończyłam – rudowłosa usłyszała szept przy swoim uchu i blondynka odeszła kierując się do wyjścia.
Holly spięła się na jej słowa i zaczęła zastanawiać się, czego może się spodziewać po Forest. Dziewczyna wydawała jej się kompletnie nieprzewidywalna i zdolna do wszystkiego, a to przerażało ją jeszcze bardziej.
- Holly! – jej uwagę przykuł Mulat, który machał jej dłonią przed twarzą. – Słyszysz mnie? Pytałem czy wszystko w porządku?
- Tak – kiwnęła lekko głową, potwierdzając swoje słowa.
- Jesteś pewna? – nie dawał za wygraną, a ona spojrzała w jego oczy. Zayn dostrzegł w jej szmaragdowych tęczówkach strach i ogromną niepewność, ale nie chciał zmuszać jej do mówienia. Wiedział, że w ten sposób nic nie zdziała i tylko ją do siebie zniechęci.
Holly przez chwilę wpatrywała się w Malika po czym spuściła wzrok.
- Wszystko dobrze, dziękuję – powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając Zayna z setką pytań.

         Szła powoli korytarzem, mijając kolejne pomieszczenia. Zbliżając się do swojego pokoju, spojrzała przelotnie na łazienki i postanowiła skorzystać z toalety. Nie była pewna czego ma spodziewać się po tym pomieszczeniu, ale to co zastała zaskoczyło ją jeszcze bardziej niż same wyobrażenia. Zakurzone umywalki z pokrytymi kamieniem kranami. Zniszczone kabiny oddzielające toalety, czy dziwne prysznice, które przysłaniały jedynie lekko przezroczyste kotary. W jednym z kątów stała niewielka wanna bez kranu, która wyglądała na od dawna nie używaną. Białe kafelki na ścianach już dawno straciły swój dawny blask, przysłonięte śladem czarnego markera. Napisy należały do niezliczonej liczby osób. Świadczyły o tym różnorodne rodzaje pisma. Podeszła do jednej ze ścian i przyjrzała się wypisanym na niej słowom. Można było doczytać się wszystkiego, od różnorodnych cytatów aż do myśli samobójczych. Czytając po kolei te wpisy zaczęła analizować powody ich napisania. Po jakimś czasie przysiadła na zimnej podłodze i jeden z napisów przykuł jej uwagę -  „Dzisiaj czuję się jak C w CH. Niesłyszalna.”  Zaskoczyła ją ogromna prostota tych słów, ale zarazem fakt, że niezwykle identyfikuje się z ich przekazem. Przejechała palcem po napisie i usłyszała jak ktoś wszedł do pomieszczenia. Odwróciła swoją głowę i ujrzała przed sobą Nicolasa. Pamiętała go ze spotkania z Zaynem. Nadal ubrany był w koszulkę z logiem The Killers. Chłopak kucnął przed nią.
- Trzymaj – wyciągnął w jej stronę czystą żyletkę, zaskakując ją kompletnie – Widziałem na spotkaniu jak co chwila przesuwasz palcem po bliznach. W stołówce zresztą też. Chyba tego potrzebujesz – wyjaśnił.
Rudowłosa miała mętlik w głowie. Tak bardzo chciała sięgnąć po te metalowe cudeńko w jego dłoni, a z drugiej strony bała się. Tylko czego? Konsekwencji czy samej reakcji Zayna? Z każdą kolejną sekundą dochodziła do wniosku, że odpowiedź jest tylko jedna i ma niezwykle piwne oczy. Mimo to złapała swój nadgarstek jedną dłonią, a następnie sięgnęła po żyletkę.
- Dzię… – zaczęła.
- Nie dziękuj – przerwał jej szybko. Wstał i wyszedł, zostawiając ją samotnie.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i przyłożyła zimny metal do skóry. Poczuła ten dziwny dreszcz i wbiła ostrze na niewielką głębokość. Przez moment poczuła pieczenie, a po chwili ciepła krew spłynęła ze świeżej rany. Ulga, która wydawała jej się wybawieniem, zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Dziewczyna wstała i podeszła do jednej z umywalek. Wyczyściła żyletkę i obmyła swoją ranę świeżą wodą. Zakryła ją rękawem bluzy, a żyletkę schowała ostrożnie do kieszeni. Zakręcając kran zauważyła leżący pod ścianą marker. Chwyciła go w swoje dłonie i chwilę krążyła przy zapisanych ścianach. Odnalazła prawie całą niezapisaną płytkę przy małym oknie i zdjęła zakrętkę mazaka. Lekko trzęsącą się ręką napisała „Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.”

*

         Zayn stał przez chwilę sam i zastanawiał się nad zachowaniem Holly. Niewiele myśląc przeczesał dłonią swoje włosy i ruszył ku wyjściu. Kiedy opuścił stołówkę, zauważył rudowłosą na końcu korytarza. Dziewczyna wchodziła właśnie do łazienki. Mimo że wiedział iż nie powinien za nią iść, zrobił to i ruszył za Dawson. Mętlik myśli wypełniał mu całą głowę. Sam nie wiedział czemu dokładnie to robił, dlaczego szedł za Holly. Angażujesz się – przeszło mu przez głowę i chłopak nie mógł się nie zgodzić. Jak na ironię sam pouczał Harrego, a teraz to on nie mógł się powtrzymać przed pójściem do tych cholernych łazienek. Korytarz wydawał się nie mieć końca, a przez całą drogę zaczynał mieć coraz większe wątpliwości czy powinien tam iść, ale mimo wszystko szedł dalej w obranym kierunku. Gdy doszedł do drzwi zauważył Nicolasa. Chłopak wyszedł szybko z łazienki i wpadł na mulata.
- O kur… Zayn!? – zdziwienie na jego twarzy było ogromne – Przepraszam.
- Spokojnie. Wszystko okej? – Malik spytał profilaktycznie.
- Tak, tak. Dzięki – Nicolas szybko ominął Zayna i przyśpieszył kroku. Malik odwrócił się jeszcze za nim i odprowadził go wzrokiem. Zachowanie podopiecznego lekko go zaniepokoiło, ale postanowił sprawdzić najpierw co z Holly. Odetchnął głośniej niż zamierzał i po cichu skierował się do łazienek. Zajrzał przez próg do środka i ujrzał dziewczynę przy niewielkim oknie. Zdawało mu się, że Dawson piszę coś na ścianie, ale po chwili odłożyła marker na parapecie i Zayn domyślił się, że zaraz będzie kierować się do wyjścia. Sam nie wiedząc czemu, odwrócił się gwałtownie i schował w łazience dla chłopaków. Oparł się o zimną ścianę i próbował uspokoić swój oddech, by usłyszeć co się dzieje za drzwiami. Do jego uszu doleciał dźwięk naciskanej, zardzewiałej klamki i czyjeś kroki. Odczekał kilka chwil i wychylił się zza lekko uchylonych drzwi. Kiedy upewnił się, że Holly poszła do swojego pokoju, wszedł do damskiej toalety. Podszedł pewnym krokiem do okna i odnalazł świeżo zapisane litery na ścianie. Niepokoił go wygląd liter. Widząc zakrzywione linie, zrozumiał, że musiały trząść się jej dłonie. Zastanawiał się tylko czemu. Kiedy przeczytał to co napisała „Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.”, zaczął rozmyślać nad jej powodem napisania tych słow. Nie zastanawiając się długo, chwycił pozostawiony przez Holly marker i napisał – „Człowiek nie jest samotny! Ktoś zawsze go pilnuje. Zawsze”.

         W granicach godziny osiemnastej, Zayn siedział w pokoju pracowników i pisał sprawozdanie z pierwszych zajęć ze swoją grupą. Zawsze wolał takie czynności wykonywać na świeżo, by najważniejsze fakty nie zniknęły z jego głowy. Kiedy uzupełniał kolejną kartkę dziennika, poczuł w swojej kieszeni wibrację telefonu. Sięgnął po komórkę i przejechał palcem po ekranie w celu odebrania połączenia.
- Cześć stary – usłyszał zachrypnięty głos przyjaciela w słuchawce – Kiedy kończysz?
- No tak dokładnie to o szóstej a co?
- To się zbieraj, bo już jest szósta dziesięć, a ja siedzę w samochodzie i czekam.
- Serio? Przyjechałeś po mnie? – Zayn nie krył swojego zdziwienia.
- Tak, też się sobie dziwie – usłyszał śmiech Harrego i na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Dobra to już wychodzę – dodał Mulat i zakończył połączenie. Schował wszystkie papiery do swojej torby i zarzucił na plecy skórzaną kurtkę. Rozejrzał się po pomieszczeniu i kiedy upewnił się, że zabrał wszystko ze sobą, udał się do wyjścia.
Wychodząc z ośrodka, zauważył palącego na ławce Jacka. Brunet spojrzał na Malika i wstał z miejsca.
- Kończysz już? – podał Malikowi rękę na pożegnanie.
- Tak – potwierdził Zayn i odwzajemnił gest, chwytając dłoń Bennetta – Daj mi znać jakby coś się działo z moją grupą.
- Jasne. Zapisz mi swój numer w razie czego – podał Zaynowi swój telefon, a Malik pośpiesznie wstukał cyfry.
- Dzięki – Malik rzucił na odchodne i skierował się do bramy. Tuż za nią stało zaparkowane auto Harrego i Zayn z ulgą zajął miejsce pasażera.
         Harry postanowił nie zaczynać rozmowy i lekko podgłosił muzykę lecącą z radia. Widział, że pierwszy dzień pracy był dla Zayna cholernie emocjonalny, ale bał się, że w którymś momencie po prostu nie wytrzyma i zarzuci go jakimiś pytaniami. Był świadomy, że jest ich wiele. Miał tylko nadzieje, że zdążą
 dojechać do domu i dopiero tam pogadają na spokojnie. 

         Gdy wreszcie zaparkowali na parkingu przed blokiem, obaj wysiedli w ciszy z samochodu i ruszyli do swojego mieszkania. Zayn jednak zatrzymał się przed klatką i usiadł na ławce. Wyjął paczkę fajek i odpalił jednego z papierosów. Zaciągnął się nikotynowym dymem i pozwolił zająć swoje myśli choć na chwile nikotynową ulgą. Harry usiadł obok przyjaciela i obserwował jego ruchy.
- Wszystko dobrze? – zapytał niespokojny Styles, a Zayn spojrzał na niego. Ciemność nocy sprawiała, że w tęczówkach Malika odbijały się przydrożne światła lamp.
- Sam nie wiem – przeczesał dłonią pasma swoich włosów – Po prostu chyba za dużo emocji jak na jeden dzień.
- Rozumiem cię stary. Nowa praca, nowi ludzie – Styles poklepał Malika po plecach.
- To też, ale po prostu chyba miałeś racje..
- Z czym?
- Ona naprawdę jest niezwykła.. 

6.

Wracam do Was z 6. rozdziałem i ogromną prośbą :) Niech każdy z Was zostawi jakiś ślad po sobie. Cieszy mnie ogromnie fakt, że liczba czytelników rośnie z każdym dniem, ale na prawdę Wasze słowa cholernie motywują do dalszego działania :)
Czekam zatem na Wasze opinię i to jak szybko pojawi się kolejny rozdział zależy tylko i wyłącznie od Was, kochani :)
Trzymajcie się ;) x

PS. Jeśli macie jakieś pytania do mnie lub do samych bohaterów to zapraszam tutaj  >>klik<<


"Pomyślała, że jej życie przypomina niedzielne popołudnie, 
długie, pełne niejasnych nadziei, mglistego żalu, a dominująca nad wszystkim gorycz, 
nie pozwala delektować się nawet tą odrobiną egzystencji, której można by skosztować"


         Zayn zostawił zaskoczonego Harrego w samochodzie i ruszył do budynku ośrodka, w którym miał zacząć swój wymarzony staż. Uczucia, które mu towarzyszyły były mieszanie. Niby chciał pomóc tym ludziom, poznać ich spojrzenie na świat, ale co jeśli nie będzie umiał im pomóc? To pytanie pojawiało się w jego głowie co kilka minut, jakby miało mu pokazać, że poniesie porażkę. Jednak chłopak nie chciał poddać się bez walki. Musiał spróbować. Chociaż spróbować.

         Sam otworzył sobie spore drzwi i skierował się w głąb głównego korytarza. Wnętrze budynku nie robiło już na mim takiego wrażenia jak za pierwszym razem, gdy składał swoje papiery. Krew na ścianach i dziwne niezidentyfikowane plamy już go nie dziwiły. Ruszył w stronę pomieszczenia pracowników i kiedy doszedł do odpowiednich drzwi, zapukał delikatnie. Nie czekając na nic, wszedł do środka. W pomieszczeniu porozstawiane były różne stoliki z krzesłami. Pod ścianą stały regały z jakimiś książkami, a naprzeciwko stolik z ekspresem i pojemnikami na kawę czy cukier. Zdjął z siebie swoją czarną skórę i zawiesił ją na jednym z krzeseł. W pewnej chwili usłyszał jak ktoś otwiera drzwi i odwrócił się w ich stronę. Jego oczom ukazał się jakiś chłopak. Ciemny blondyn spojrzał z zaciekawieniem na Zayna i podszedł w jego kierunku.
- Jack Bennett – chłopak wyciągnął rękę w stronę Mulata.
- Zayn – złapał dłoń Jacka – Zayn Malik.
- O to ty jesteś ten nowy – blondyn podsumował i usiadł na krześle obok Malika.
- Można tak powiedzieć – odparł spokojnie Zayn – Nie wiesz może gdzie znajdę Clarka?
- Niedawno przyjmował nową pacjentkę – Malik lekko spiął się na te słowa, przypominając sobie widok Harrego w samochodzie – Więc teraz powinien być w gabinecie. Jak wyjdziesz, to na końcu korytarza – powiedział spokojnie chłopak.
- Dzięki – mruknął Zayn i wyszedł z pomieszczenia. Rozejrzał się po korytarzu i dostrzegł przy łazienkach dwie dziewczyny. Burza rudych włosów wydała mu się dziwnie znajoma, ale postanowił zignorować to przeczucie i ruszył do gabinetu właściciela ośrodka.

         Kiedy znalazł odpowiednią plakietkę na drzwiach z napisem ‘Dyrektor Lukas Clark’, zapukał cicho w drewnianą płytę i czekał na jakąś reakcje ze środka. Po chwili usłyszał lekko zagłuszone ‘Proszę’, więc nacisnął klamkę.
- Dzień dobry – powiedział oschle Clark – Słucham? – dyrektor spojrzał na niego.
- Dzień dobry. Dziś zaczynam ten staż i chciałem dowiedzieć się, skąd mogę dostać papiery pacjentów – wyjaśnił Malik.
- Malik? – dopytał Clark, a Mulat kiwnął tylko na zgodę – Dobrze, że przyszedłeś. Usiądź – wskazał na krzesło stojące naprzeciwko biurka, a Zayn usiadł na nim – Będziesz zajmował się grupą złożoną z sześciu osób. Forma zajęć i poruszane tematy zależą tylko i wyłącznie od ciebie. Papiery pacjentów masz tutaj – wręczył mu sześć różnej grubości teczek i kontynuował – W razie jakichkolwiek problemów pytaj się innych, a na pewno ci odpowiedzą. Masz dziś jedną zmianę? Do 18?
- Tak do 18 – odpowiedział chłopak.
- Dobrze to.. – mężczyzna spojrzał na zegarek – Za niecałą godzinę zaczynają się zajęcia z grupami. Twoja będzie czekać w sali numer 15. To obok tego przeszklonego pokoju.
- Dziękuję – powiedział Zayn w podniósł się z krzesła. Nie czekając już na żadną reakcję swojego przełożonego, wyszedł z gabinetu i wrócił do pomieszczenia dla nauczycieli. W pokoju znajdowało się o wiele więcej osób niż poprzednim razem. Przywitał się z każdym po kolei, ale nawet nie przyłożył uwagi do żadnego nowo poznanego imienia. Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze dobre dwadzieścia minut do pierwszego spotkania z pacjentami. Usiadł więc na jednym z krzeseł i położył na stole otrzymane od szefa teczki. Na każdej napisane były drukowanymi literami imię i nazwisko. 
Jego uwagę przykuła jedna z nowszych teczek. Na jej okładce widniał tylko czarny napis – Holly Dawson. Zamarł lekko na to co przeczytał i doszło do niego, że Styles nie da mu spokoju, gdy się dowie, że będzie miał tę dziewczynę w swojej grupie.
- Przepraszam.. – usłyszał głos jakiejś dziewczyny i spojrzał w jej kierunku. Brunetka uśmiechnęła się do niego lekko. Nie mógł za nic przypomnieć sobie jej imienia. ‘Jak i nikogo innego w tym pomieszczeniu’ – Sorki, że przeszkadzam, ale zauważyłam, że masz teczkę Holly.
- Tak. Będę miał ją w grupie – odparł spokojnie, ale tak naprawdę ciekawiło go zainteresowanie dziewczyny.
- To się świetnie składa – dziewczyna odsunęła jedno z krzeseł od stolika i przysiadła obok Malika. Chłopak wpatrywał się w nią z zainteresowaniem – Oprowadzałam ją chwile temu po ośrodku. Nie miałbyś nic przeciwko jak odebrałabym ją z zajęć?
- Nie ma problemu, a czemu to takie ważne?
- Zrozumiesz, gdy ją zobaczysz – powiedziała brunetka, a chłopakowi przypomniały się podobne słowa Stylesa na temat dziewczyny – Kogo jeszcze masz? – spojrzała na jego teczki i chłopak nie mógł powstrzymać uśmiechu. Spodobała mu się ta jej ciekawość.
- Nie powinnaś zająć się swoją grupą? – spytał.
- Co? – zdziwiła się – Ja nie mam grupy. Jestem tutaj pielęgniarką – powiedziała, zaskakując tym Zayna – Czemu to wszystkich tak dziwi? – zaczęła się śmiać, gdy zobaczyła reakcję chłopaka.
- Nie ważne, będę się zbierał – wstał i zabrał ze sobą teczki – Do zobaczenia.. – przerwał na chwilę, próbując przypomnieć sobie imię dziewczyny - Wybacz nie mam pamięci do imion.
- Natalie – brunetka uśmiechnęła się, a on odwzajemnił gest i wyszedł z pokoju.

         Kiedy  stanął przed drzwiami z numerem piętnaście, zawahał się przed wejściem. Niby nie zależało mu na zrobieniu jakiegoś dobrego wrażenia, ale chciał żeby go chociaż zaakceptowali. Chociaż minimalnie. Wziął głęboki oddech i nacisnął metalową klamkę. Otworzył drzwi i wkroczył do środka. Od progu poczuł na sobie spojrzenia i próbował wyglądać na pewnego siebie. Spojrzał na swoich uczniów i odetchnął z ulgą, że założył zwykły T-shirt i czarne rurki. Pięć par oczu skanowało jego ciało od góry do dołu. Jedna rudowłosa dziewczyna siedziała na parapecie, odwrócona w stronę okna. Od razu domyślił się kim ona jest.
Złapał jedno z wolnych krzeseł i postawił je naprzeciwko grupy. Usiadł na nim spokojnie i położył teczki na podłodze obok. Wpatrywał się w swoich towarzyszy tak samo jak oni w niego.
- Dobrze – przerwał panującą między nimi ciszę. Jego głos był lekko zachrypiały, więc odchrząknął lekko – Od razu powiem, że nie mam jakiejś dobrej pamięci do imion, więc musicie być wyrozumiali. Jednak może niech każdy z was po kolei się przedstawi i powie coś osobie. Cokolwiek. Jedno zdanie. Wystarczy nawet słowo. Chyba, że ktoś ma ochotę powiedzieć coś więcej.
- Może niech pan zacznie – zwrócił się do niego dobrze zbudowany brunet o niezwykle ciemnych oczach.
- Okej, tylko nie mówcie do mnie pan. Aż tak stary nie jestem.
- No to jak masz na imię? – spytała szczupła blondynka.
- Zayn. Zayn Malik. Czy wam się to podoba czy nie, będziemy się spotykać codziennie, ale pomyślałem, że moglibyśmy zacząć od jakiś zajęć indywidualnych żebym mógł was lepiej poznać. Moglibyśmy zacząć jutro, a potem znów grupowe i tak na zmianę – zaproponował. Widząc zainteresowanie na ich twarzach kontynuował dalej – Każdy z was mógłby wybrać sobie jakąś godzinę i spotykalibyśmy się w tej sali.
- To ja chcę na przykład o dwunastej – powiedziała blondynka.
- Dobra to zrobimy tak – wygrzebał z teczek jakąś pustą kartkę i odnalazł w kieszeni długopis – Każdy z was po kolei się przedstawia, mówi coś o sobie i podaje godzinę spotkań indywidualnych. Może zaczniemy od ciebie – spojrzał na blondynkę.
- Okej. Nazywam się Julia Frank i chyba zbyt mocno lubię narkotyki – powiedziała dosyć pewnie, a Zayna zaskoczyła lekko jej bezpośredniość – A zajęcia to już wiesz, że mi pasuje dwunasta – kiwnął jej głową na zrozumienie i zapisał jej nazwisko oraz godzinę spotkań. Przeniósł swój wzrok na dziewczynę siedzącą obok Julii.
- Nicole Smith – powiedziała brunetka – A moja cecha… - zastanowiła się chwilę – Nienawidzę mówić o sobie – wybrnęła dziewczyna – Jeśli chodzi o te indywidualne spotkania to mogę przychodzić po Julli. Obojętne mi.
- Dobra zapisuje na trzynastą – jak powiedział tak zrobił. Nie chciał na nich naciskać. Wiedział, że więcej wyciągnie z nich na osobności. Spojrzał więc na kolejną osobę. Był nią dość szczupły chłopak z czarnymi jak smoła włosami. Jak się okazało miał na imię Rob. Zayn zapisywał kolejno każdą następną osobę i starał się zapamiętać poszczególne twarze do zapisanych imion. Następny był dobrze zbudowany brunet. Jak się okazało nazywał się David. Przedostatni przedstawił się Nicolas. Wychudzony chłopak, ubrany cały na czarno. Uwagę Zayna przykuło logo jednego z jego ulubionych zespołów - The Killers, znajdujące się na koszulce Nicolasa. Grafik spotkań zaczynał się od dwunastej z przerwą na obiad i kończył na siedemnastej. Ostatnią osobą była Holly. Dziewczyna nie odwróciła się w ich stronę przez całe spotkanie. Kiedy przyszła jej kolej, wszystkie oczy skierowały się w jej kierunku.
- Holly… - Zayn szepnął niepewnie i zobaczył jak mięśnie dziewczyny spinają się pod wpływem jego głosu. Jednak nadal wpatrywała się w okno – Pasuje ci godzina osiemnasta na spotkania? To tuż przed kolacją.
Dziewczyna kiwnęła tylko głową i spuściła wzrok.
- Macie jeszcze jakieś pytania? Cokolwiek? – Zayn próbował odwrócić uwagę reszty od Holly.
- Może niech Holly coś powie o sobie – Blondynka nie spuszczała wzroku z rudowłosej dziewczyny – Poza tobą tylko ona nic o sobie nie powiedziała – zaczął analizować jej słowa i kiedy chciał coś powiedzieć Dawson go uprzedziła.
- Mówił, że nie ma dobrej pamięci do imion – powiedziała zaskakując innych. Na twarzy Zayna pojawił się zarys uśmiechu. Nie myślał, że słuchała ich rozmowy, a na dodatek zapamiętała taki szczegół.
- Dziękuje Holly, że zapamiętałaś –skierował swoje słowa do dziewczyny, a ona postanowiła się odwrócić. Kiedy jego oczom ukazała się twarz dziewczyny, wszystko poza nią przestało istnieć. Zaczął skanować każdy najmniejszy pieg, który zdobił jej policzki i nos. Rude włosy idealnie podkreślały jej szmaragdowe oczy, a piegi dodawały jej niezwykłego uroku. Zielone tęczówki dziewczyny obserwowały Zayna, a on ją. Oboje mieli wrażenie jakby wszystko wokół nich zniknęło. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi, a Malik jak na zawołanie wrócił do rzeczywistości. Wstał z krzesła i czuł na swoim ciele jej tęczówki. Wiedział, że go obserwuje. Otworzył drzwi i jego oczom ukazała się Natalie.
- Hej skończyliście? – spytała – Bo zaraz obiad.
- A tak – przeczesał palcami swoje włosy – Poczekaj chwilkę – dodał i odwrócił się w stronę uczniów. Zauważył, że Holly znów spoglądała przez okno – Okej to na dziś koniec. Jeśli macie jakieś pytania czy coś to po prostu znajdźcie mnie i możecie przyjść w każdej chwili. Jutro widzimy się na spotkaniach indywidualnych – zakończył i wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia. Holly nadal siedziała na parapecie. Natalie weszła do środka i podeszła do dziewczyny.
- Cześć Holly. Chodź na obiad, bo zajmą nam wszystkie miejsca – powiedziała do niej, a Zayn dostrzegł, że Dawson czuła się o wiele pewniej przy brunetce – Pa Zayn – rzuciła Natalie, wychodząc. Holly szła za nią ze spuszczoną głową, ale Zayn jej nie zatrzymywał. Bał się swoich reakcji. To co widział w jej oczach było.. Sam nie wiedział jak miał to określić. Były niesamowicie hipnotyzujące i bał się jej spojrzenia.
- Do widzenia Holly – powiedział o dziwo spokojnie.
- Do widzenia – usłyszał szept Dawson, gdy wychodziła.
Kiedy drzwi za dziewczynami się zamknęły, Zayn poczuł ogromną potrzebę zapalenia papierosa. Podniósł więc z ziemi pozostawione teczki i wyszedł z pomieszczenia. Po drodze mijał różne osoby, kierujące się do stołówki i doszedł do wniosku, że dostał w miarę spokojną grupę pod swoje skrzydła. Kilka minut później dotarł na zewnątrz ośrodka i przysiadł na jednej z wolnych ławek. Wyjął z kieszeni paczkę fajek i zapalił jednego papierosa. Nikotyna, która rozeszła się po jego organizmie, wpłynęła na niego kojąco. Przymknął swoje powieki i próbował uspokoić swoje nerwy. Nie wiedział czemu miał ciągle w głowie obraz tych niezwykłych, szmaragdowych oczu. Siedząc tak kilka dobrych minut w zamyśleniu, nie zauważył nawet, że z nieba zaczął padać deszcz. Skończył palić i podniósł się z miejsca. Wszedł do środka budynku i przeczesał dłonią zwilgotniałe pasma włosów. Bez zastanowienia ruszył w stronę stołówki. Od wejścia powitał go donośny szmer wielu rozmów i dźwięk sztućców stukających o szklane talerze. Rozejrzał się po pomieszczeniu i skierował do kolejki po jedzenie. Wziął do ręki plastikową tackę i sięgnął po jedno jabłko, butelkę wody mineralnej i waniliowy serek z kawałkami czekolady. Kiedy stwierdził, że nie widzi już nic interesującego, przejechał ponownie wzrokiem po stolikach. Zauważył, że pracownicy nie mieli oddzielnego miejsca w stołówce. Wręcz przeciwnie, jedli razem ze swoimi podopiecznymi. 
Chwilę stał w miejscu i zastanawiał się gdzie ma usiąść. Po krótkim czasie zauważył machającą w jego stronę Natalie. Brunetka siedziała przy jednym z stoliku razem z Jackiem i.. Holly. Przez chwile udawał, że jej nie widzi, ale kiedy dziewczyna zawołała jego imię, wziął głęboki wdech i ruszył w ich stronę.

Liczę na Wasze opinie :) x

5.

Wracam kochani z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieje, że się Wam spodoba i podzielicie się ze mną swoją opinią :) Mam mało czasu, więc nie będę przedłużać. Trzymajcie się i do usłyszenia :)


'Yeah, I just closed my eyes and swung 
Left me crouching in a blaze and fall'

         Kiedy patrzyła na odjeżdżający samochód rodziców, odetchnęła z ulgą. Nie miała najmniejszej ochoty się z nimi żegnać, bo co miała im powiedzieć? Że ich kocha? Że będzie tęsknić? Że będzie lepiej? Nic takiego nie czuła. Kompletnie nie wiedziała co myśleć. Od zawsze czuła się samotna. Mimo że pod rodzinnym dachem nie mieszkała sama to nie czuła bliskości rodziców. Ostatnia sytuacja, kiedy jej matka przytuliła ją w łazience, wydawała jej się taka dziwna i nienormalna
Odgoniła swoje myśli, gdy jej oczom ukazał się dość wysoki, starszy mężczyzna. Miał na oko jakieś czterdzieści lat. Ubrany był w lekko sprane jeansy i granatową koszulę. Nie czuła od niego jakiegoś wsparcia czy zrozumienia, wręcz przeciwnie. Biła od niego zwykła formalność i kiedy podszedł do niej od razu miała ochotę uciec.
- Dzień dobry panno.. – spojrzał na dokumenty dziewczyny – Dawson – przeczytał i przejechał wzrokiem całą jej sylwetkę. Dziewczyna nic nie mówiła i stała skrępowana, zaciskając coraz mocniej swoją dłoń na torbie ze swoimi rzeczami.
- Nazywam się Lukas Clark. Chodź pokażę ci twój pokój – wskazał ręką na wejście i zaprowadził ją do środka. Od progu poczuła ściśnięcie w żołądku. Widok białych ścian i linoleum na podłodze przyprawiał ją o dreszcze. Gdzieniegdzie dostrzegła oderwany  tynk czy plamy krwi na białej farbie. Przełknęła głośno ślinę i starała się nie skupiać na niczym wzroku. Szła powoli za Clarkiem i próbowała oddychać w miarę spokojnie. Po kilku minutach drogi usłyszała przeraźliwy kobiecy krzyk. Odwróciła się w kierunku z którego dochodził. Z przerażeniem spojrzała na wyprowadzaną dziewczynę. Dość wysoka blondynka próbowała wyrwać się z rąk dwóch dobrze zbudowanych chłopaków. Krzyczała i atakowała ich w każdy możliwi sposób. Holly stała sparaliżowana, a jej torba wyślizgnęła się z jej dłoni i upadła na ziemię przy jej stopach.
- Jessico Forest! Uspokój się! – krzyknęła jedna z pielęgniarek, a dziewczyna skupiła swój wzrok na Holly. Spojrzała na nią przenikliwie i na jej twarzy pojawił się chytry uśmiech. Dwaj faceci szli z nią w kierunku dziewczyny i kiedy Jessica była na tyle blisko twarzy Holly, szepnęła jej cicho:
- Witamy w piekle.
Dawson zamarła na te słowa. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie, a w  gardle poczuła ogromną gulę. Kompletnie nie wiedziała co ma zrozumieć przez te słowa, ale widząc całą tę scenę czuła, że ten pobyt nie będzie taki jak przypuszczała. Miała spędzić tylko spokojny rok w ośrodku i się z niego wynieść, ale dostrzegła, że plany się zmieniły. Gdy wreszcie Jessica zniknęła za jakimiś drzwiami jej puls zaczął powracać do normalności.
- Panno Dawson? – usłyszała zniecierpliwiony głos Clarka i zrozumiała, że stała bez ruchu od kiedy jej oczom ukazała się Jessica. Odwróciła się w stronę mężczyzny i zobaczyła, że czekał na nią przy jakimś otwartym pokoju. Podniosła z ziemi swoją torbę i podeszła do niego. Mężczyzna wskazał ręką by weszła do środka. Zrobiła to z lekkim zawahaniem. Pomieszczenie okazało się dosyć małe. Na przeciwległej do wejścia ścianie znajdowało się niewielkie okno z dość dużym parapetem na całą długość ściany. W kącie stało jednoosobowe łóżko, a naprzeciwko stała jedna komoda.
- Teraz to będzie twój pokój. Łazienka jest ogólnodostępna i znajduje się na końcu korytarza – mężczyzna mówił jak zaprogramowany, a ona stała i nie miała zielonego pojęcia co ma ze sobą zrobić – Jest zamykana po 22, więc jeśli poczujesz w nocy ogromną potrzebę to przyjdź do pokoju pracowników, a oni ci otworzą. Śniadania są o ósmej rano, obiady o 14, a kolacje w granicach 19. Radzę się nie spóźniać, bo nikt nie będzie zmieniał dla ciebie grafików. Dam ci chwilę dla siebie. Niedługo powinien ktoś po ciebie przyjść i poznasz swoją grupę z którą będziesz miała zajęcia – spojrzała na niego zaskoczona.
- Grupę? – szepnęła.
- Tak. Zajęcia są grupowe – odparł formalnie i wyszedł z pokoju. Zamknął za sobą drzwi zostawiając ją kompletnie samą.
Nie spodziewała się zajęć grupowych. Myślała, że będzie miała jakieś spotkania indywidualne i na tym się skończy. Nie wyobrażała sobie otworzyć się przed innymi. W sumie to nie wyobrażała sobie otwierać się dosłownie przez nikim.
Postawiła swoją torbę przy komodzie i opadła na łóżko. Wzdrygnęła się zaskoczona, gdy usłyszała nieprzyjemny brzdęk starych, zardzewiałych sprężyn. Siadając już spokojniej, poczuła w nozdrzach zapach wychrochmalonej pościeli i lekko odetchnęła. To potwierdzało, że przynajmniej była czysta. Przeniosła swój wzrok na komodę i leżącą przy niej torbę. Nie chciała się rozpakowywać. To sprawiłoby, że pokazałaby iż zaakceptowała to, że tutaj jest. Nie czuła się tak. Chciała stąd zniknąć już w chwili, kiedy przekroczyła z rodzicami wjazd. Właśnie rodzice… Była cholernie ciekawa co teraz robią. Na pewno im łatwiej –pomyślała – Jestem tylko dla nich ciężarem, a teraz się mnie pozbyli.
Zamknęła swoje powieki i opadła na łóżko. Ukryła swoją twarz w dłoniach i poczuła pod swoimi palcami spływające z jej oczu łzy. Nie powstrzymywała ich. Nie miała już na to siły.

         Po kilkunastu minutach usłyszała ciche pukanie do drzwi. Podniosła się szybko i wytarła z twarzy swoje łzy. Przetarła kilka razy oczy i podeszła do metalowej klamki. Chwyciła ją w swoją dłoń i lekko nacisnęła. Uchyliła niepewnie drzwi i jej oczom ukazała się dość młoda brunetka.
- Witaj. Przyszłam żeby oprowadzić cię po ośrodku i zabrać na spotkanie twojej grupy – powiedziała spokojnie dziewczyna, a jej głos przepełniony był dziwnym ciepłem, które zaskoczyło Holly – Nazywam się Natalie – lekko się uśmiechnęła i wyciągnęła rękę w kierunku rudowłosej.
- Holly – szepnęła, ale nie podała dziewczynie ręki. Przez moment miała ochotę to zrobić, ale po chwili zrezygnowała i schowała swoje ręce za siebie. Brunetka nic nie powiedziała tylko spojrzała na nią czule i czekała aż dziewczyna będzie gotowa do wyjścia.
Kiedy wreszcie Holly zdecydowała się na opuszczenie pokoju, Natalie nieznacznie odetchnęła.
- Dobrze to może pokaże ci tylko jak dojść na stołówkę i do łazienki, a potem zaprowadzę do sali, gdzie odbędą się zajęcia z twoją grupą i odpuścimy sobie dziś zwiedzanie. Widzę, że nie masz ochoty – spojrzała na Holly.
Dziewczyna była ogromnie wdzięczna brunetce, ale nic nie powiedziała. Kiwnęła tylko lekko głową na zgodę i ruszyła w kierunku, którym podążyła Natalie. Czuła się cholernie obco. Czyli jak zawsze – podpowiedziało jej drugie ja. Nie mogła zrozumieć jak wśród tylu ludzi czuła samotność. Tę cholerną, wykańczającą ją od środka samotność. Spojrzała zrezygnowana na swoje stopy i podążając dalej za Natalie, bawiła się rękawem swojej bluzy.
W pewnym momencie brunetka się zatrzymała i odwróciła twarzą do Holly.
- Tutaj jest łazienka – pokazała na dosyć spore drzwi – Składa się z dwóch pomieszczeń – toalet i prysznicy. Jakbyś czegoś potrzebowała to zawsze możesz przyjść do mnie albo do innej z pracujących tu pielęgniarek – mówiła spokojnie, a Holly zaskoczył fakt, że dziewczyna pracowała tutaj jako pielęgniarka. Ubrana była w zwykłe jeansy i koszulkę – Tak jestem pielęgniarką – uśmiechnęła się lekko Natalie, widząc zaciekawienie w szmaragdowych oczach – Wiesz, że o 22 jest zamykane?
- Tak – odpowiedziała krótko Holly i zastanawiała się czy ma wejść do środka, by zobaczyć pomieszczenie.
- Jeśli mogę ci doradzić to lepiej będzie, jak będziesz się kąpać rano. Będziesz miała więcej prywatności niż wieczorem. Teoretycznie otwieramy łazienki dopiero o siódmej, ale możesz przyjść do tego pokoju jakieś półgodziny szybciej – wskazała przeszklone pomieszczenie i kontynuowała – a na pewno ktoś ci otworzy.
- Dziękuje – szepnęła prawie bezgłośnie, ale Natalie to wystarczyło.
- Dobrze, chodźmy dalej.

         Następnym przystankiem okazała się stołówka. Pomieszczenie w stosunku do innych było ogromne. Przy jednej ze ścian znajdowało się miejsce wydawania posiłków, czyli ściślej mówiąc, ogromny, długi blat na którym poustawiane były pojemniki z jedzeniem. Resztę pomieszczenia zajmowało kilkanaście porozstawianych, podłużnych stolików po bokach, których stały ławki. Na prawie każdym dostrzegła pojemnik z chusteczkami i małą, metalową tackę z solniczką i pieprzniczką. Miejsce przypominało trochę jej stołówkę szkolną.
- Co do jedzenia – usłyszała za sobą głos Natalie i nie przestając skanować pomieszczenia, wsłuchała się w jej słowa – może wybór nie jest ogromny, ale nie powinnaś się otruć. Nie polecam jednak fasolki – uśmiechnęła się lekko – Do tej pory jeszcze nikt nie odkrył jej wszystkich składników, więc…
Holly lekko spuściła głowę i próbowała ukryć swój słaby uśmiech na słowa brunetki. Jednak mimo to Natalie dostrzegła go i poczuła ogromną ulgę. Widziała w rudowłosej dziewczynie ogromną nadzieje i czuła, że może udać się jej pomóc.
- Dobrze to teraz czas na ostatni przystanek.
Na te słowa Dawson ponownie się spięła. Nie miała zielonego pojęcia co ją czeka. Chciała jak najbardziej przedłużyć drogę, ale Natalie szła w swoim szybkim tempie, nie pozwalając jej na to. Po kilku minutach były na miejscu. Brunetka zatrzymała się przy jednych z białych drzwi i otworzyła je przed Holly. Posłała jej lekki uśmiech i zaprosiła ręką do środka.
- Jak wyglądają takie zajęcia? – spytała cicho Dawson, zaskakując tym lekko Natalie.
- Grupy są najczęściej sześcioosobowe i mieszane. Przychodzi do was jakiś opiekun, który zajmuje się tylko swoją grupą i za nią odpowiada. W twoim wypadku będzie to nowo zatrudniony chłopak, więc nie tylko ty będziesz zagubiona – postała jej delikatny uśmiech – Nic ci nie zrobią. Spokojnie. Jeśli chcesz mogę przyjść po ciebie po zajęciach.
- Naprawdę? – w głosie Holly słychać było cichą nadzieje.
- Oczywiście – brunetka posłała jej uśmiech – A teraz zajmij sobie miejsce, a wasz opiekun i reszta pewnie za chwilę się pojawią – dokończyła i powoli odeszła od rudowłosej.
Holly weszła do środka. Pomieszczenie było prawie puste. Poza siedmioma krzesłami na środku i niewielkim stolikiem, nie było tam nic. Dziewczyna obeszła wszystkie krzesła i ruszyła w stronę okna. Usiadła na parapecie i skupiła swój wzrok na okno. Za szybą znajdowała się spora, metalowa krata. Kiedy dziewczyna przeglądała się jej uważniej, usłyszała jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Do jej uszu doleciały jakieś rozmowy, ale nie odwróciła się w ich kierunku. Po chwili zaczęli przychodzić inni. Słyszała pięć różnych głosów. Trzy z nich należały do chłopaków, a dwa pozostałe do dziewczyn. Postanowiła odwrócić się w ich kierunku. Jej oczom ukazała się grupka kompletnie różnych osobowości. Kiedy napotkała ich spojrzenia, odwróciła się ponownie w stronę okna. Była im w pewien sposób wdzięczna, że żadne jej nie zaczepia i nie próbuje rozmawiać. Chyba jako jedyna była tutaj nowa. Ta świadomość wcale jej nie pomogła, ale wszystko w jej głowie ucichło, kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się ponownie.

Czekam na Wasze opinie :) x

4.

Witajcie kochani x
Wracam do Was z czwórką i chyba lekkim rozczarowaniem. Z rozdziału na rozdział mam wrażenie, że robi się Was coraz mniej i nie wiem czym to jest spowodowane.. Faktem, że Wam się po prostu nie podoba to opowiadanie czy jest coś jeszcze innego. 
Więc mam do Was małą prośbę. Proszę aby każdy z Was, kto przeczyta ten rozdział zostawił kilka słów od siebie i każdy, kto chce być dalej informowany o rozdziałach niech zostawi swoje namiary pod tym postem
Z góry Wam dziękuje i życzę miłej (mam nadzieje) lektury ;*


'Save us, what we are.'

         Wszystko wydawało się kompletnie puste, opuszczone. Od dobrej godziny szła powoli po jednej z ulic jej rodzinnego miasta. Poza sobą, nie widziała żadnej żywej duży. Jedynym dźwiękiem, który docierał do jej uszu był jej przyśpieszony oddech. Jej ciało przeszedł kolejny dreszcz, wywołany podmuchem zimnego wiatru. Odwróciła się za siebie, mając wrażenie, że coś lub ktoś ją obserwuje. Zamarła i stanęła w miejscu. Zaczęła rozglądać się po okolicy i szukała jakiegokolwiek ruchu, znaku, że nie była sama. Nie widziała kompletnie nic. Cisza wokół niej zaczęła być przerażająca i z każdą kolejną sekundą słyszała coraz głośniej, jak krew przepływa przez jej żyły. Każde uderzenie jej serca nabierało na sile. Przełknęła głośno ślinę i zaczęła biec. Ruszyła w kierunku swojego parku. Podeszła do miejsca, gdzie zawsze rosło jej ulubione drzewo. Poza kilkoma gałęziami i uciętym pieniem przy samej ziemi nie było nic. Usiadła na ziemi i przejechała dłonią po drewnie. Dostrzegła w korze jakiś metal i sięgnęła po niego. Jak się okazało była to zużyta żyletka. Nie była do końca pewna co ma to oznaczać, ale nie dane było jej się nad tym zastanowić. Chwilę później metal wypadł z jej dłoni ze strachu. Spojrzała na swoje ręce i dostrzegła, że z jej blizn i świeżych ran zaczęła wypływać krew. Z upływem czasu wykrwawiała się coraz bardziej. Kompletnie nie wiedziała co się dzieje. Dostrzegła krople deszczu ma swojej bluzce i spojrzała w niebo. Deszcz z każdą sekundą przybierał na sile. Nie wiedzieć czemu coś ciągnęło ją do powrotu do domu. Ruszyła przed siebie, ignorując spływającą z jej rąk krew i wszystko w około. Droga zajęła jej kilkanaście minut. Zauważyła światło w garażu ojca i skierowała się w jego stronę. W środku zastała tylko pozostawiony samochód i idealny porządek na szafkach. Podeszła do jednej z nich i otworzyła pierwszą szufladę. Wyjęła stary śrubokręt, ale po chwili odłożyła go na miejsce. Jej uwagę przykuł spory młotek. Chwyciła jego rączkę w swoją dłoń i podeszła do samochodu ojca. Wstrzymała powietrze i zamachnęła się z całej siły. Uderzyła narzędziem w jedną z szyb pasażera. Pod wpływem jej uderzenia, szkło rozleciało się po całym pomieszczeniu. Poczuła dziwną ulgę. Uśmiechnęła się pod nosem i to samo zrobiła z pozostałymi szybami. W pośpiechu chwyciła jakieś ostre przedmioty i z nieopisaną przyjemnością zaczęła rysować karoserie pojazdu.
- Zabije cię kurwa! – usłyszała krzyk swojego ojca i wszystko co miała w dłoniach upadło na posadzkę. Zamarła z przerażenia. Rozejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła – Zabije! – ponownie do jej uszu doleciał dźwięk jego głosu. Zaczęła oddychać coraz szybciej i wybiegła z garażu. Biegła przed siebie, mając nadzieje, że głos ucichnie i nie będzie musiała go słuchać. Biegła, nie patrząc gdzie. W pewnym momencie jej płuca zaczęły płonąć z przemęczenia i zatrzymała się na środku ulicy. Złapała się za klatkę piersiową i próbowała wyrównać swój oddech. Gdy tak stała doszło do niej, że znalazła się przy szkole. Skupiła swój wzrok na oknach budynku, by upewnić się, że nikogo nie ma. Podeszła do głównych drzwi i weszła do środka. Jakaś podświadomość kazała jej pójść do sali od angielskiego. Weszła do środka i zobaczyła jego biurko. Podeszła do mebla i przejechała dłonią po jego powierzchni. Wyczuwała zapach chłopaka w całym pomieszczeniu. Dziwnym trafem czuła się spokojna i.. bezpieczna? Tak to było to. Odsunęła jego fotel i usiadła na nim delikatnie. Odepchnęła się nogą i zakręciła wokół własnej osi. Przygryzła swoją wargę i ruszyła do swojej ławki. Usiadła na krześle i w jej głowie odtwarzała się scena z poranka. Spojrzała na szybę szkolnego okna i uśmiechnęła się sama do siebie. Wstała i przysunęła ławkę bliżej parapetu. Usiadła na niej po turecku i spojrzała na swoje ręce. Wcześniej widziana krew zniknęła, a rany wydały się nietknięte.  Oparła zrezygnowana swoje plecy o zimną okienną szybę. Zamknęła swoje oczy, a wszystkie jej myśli wypełnił chłopak z burzą loków na głowie…

*

         Usłyszała zwiększający się z każdą sekundą dźwięk budzika i otworzyła swoje powieki. Była zaskoczona faktem, że jest w pełni wypoczęta. Wstała spokojnie z łóżka i pościeliła je. Zauważyła przy szafie zapakowaną torbę z ubraniami i przypomniała sobie o ośrodku. Nie chciała tam jechać. Nie czuła kompletniej potrzeby, by rozmawiać z tymi ludźmi. Oni nie wiedzieli i nie rozumieli nic. Jak mieli jej niby pomóc? Jeśli myślą, że ułatwi im to zadanie to byli w kompletnym błędzie. Nie zamierzała tam z nikim rozmawiać. Został jej niecały rok i w jej osiemnaste urodziny będą ją musieli wypuścić. Podeszła do walizki i otworzyła ją. Wyciągnęła wszystkie ubrania i przejrzała przygotowany przez matkę bagaż. Większość ze swoich ubrań wrzuciła z powrotem do szafy, a dopakowała tylko kilka czarnych koszulek i bluz. Zapięła zamek torby i wstała. Rozejrzała się po pokoju i jej uwagę przykuła ramka ze zdjęciem na komodzie. Wzięła ją do ręki. Fotografia przedstawiała ją w wieku jakiś pięciu lat na rękach uśmiechniętej mamy. Nie pamiętała widoku swojej rodzicielki z uśmiechem. Miała świadomość, że to ona jest przyczyną braku radości w życiu matki. Pod wpływem impulsu podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Do pokoju wpadła fala świeżego powietrza. Dziewczyna wychyliła się i wyrzuciła ramkę ze zdjęciem jak najdalej. Nie mogła znieść faktu, że matka się już nie uśmiecha na jej widok.
- Holly.. – usłyszała niepewny głos swojej mamy i odwróciła się w jej stronę. Kobieta stała zdenerwowana w drzwiach – Chodź, zrobiłam ci śniadanie. 
- Nie jestem głodna – burknęła i ruszyła do łazienki. W rzeczywistości jej brzuch mówił co innego. Miała ogromną ochotę na swój rytualny jogurt z kawałkami czekolady, ale nie przyznała tego.
Margaret zamknęła zrezygnowana drzwi i zeszła na dół. Wkroczyła do salonu i skierowała się do barku przy telewizorze. Sięgnęła po jedną z butelek whisky i nalała sporą jej porcję do czystej szklanki. Wypiła całą zawartość jednym duszkiem. Gorycz alkoholu rozeszła się po jej przełyku i poczuła chwilową ulgę. Jeszcze chwila i tam pojedzie. Pomogą jej – próbowała wmówić sama sobie, ale coraz bardziej wątpiła w swoje myśli.

         Po jakiejś godzinie rudowłosa dziewczyna opuściła swoją łazienkę i wzięła torbę do ręki. Opuściła swój pokój i zamknęła za sobą drzwi. Już tu nie wrócę – obiecała sobie w myślach – Nigdy. Zeszła po schodach na dół i założyła na stopy swoje trampki. Usiadła na przedostatnim schodku i czekała w przedpokoju aż rodzicie zaczną zbierać się do wyjścia. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Wiedziała, że będą opowiadać jej o cudownych zaletach tego wspaniałego ośrodka i zapewniać, że wszystko będzie dobrze. Skąd oni mogą wiedzieć jak będzie?
Kiedy usłyszała czyjeś kroki, odwróciła się i jej oczom ukazał się ojciec. Widziała pogardę w jego oczach, a w głowie pojawiły jej się tylko słowa – Zabiję cię kurwa! Najdziwniejsze było to, że te słowa należały do niego. Nie wiedziała skąd pojawiły się w jej głowie, ale czuła, że jej sen nie był tak spokojny jak na początku myślała. John zabrał torbę córki i zaniósł ją do bagażnika swojego samochodu. Dziewczyna podniosła się z miejsca i ruszyła do wyjścia. Za nią kroczyła Mer. Obie razem z Johnem wsiadły do samochodu. Auto wypełniała krępująca cisza. Holly próbowała ją ignorować na każdy z możliwych sposobów, ale gdy ruszyli cała się spięła. Z każdym kilometrem wiedziała, że są coraz bliżej. Ta świadomość ją wykańczała. Oparła swoją głowę o zimną szybę samochodu i wsłuchała się w dźwięk pracy silnika. Starała się skupić swoje myśli tylko na tym. Po jakieś półgodzinie jej oczom ukazał się dosyć spory budynek, otoczony wysokim ogrodzeniem. Na ten widok usiadła prosto w fotelu i zaczęła uważniej wpatrywać się w szybę. Analizowała całą okolicę i starała sobie wyobrazić co może spotkać ją w środku. Jej rozmyślania przerwał stojący przy bramie samochód, a dokładniej siedzący w nim chłopak. Harry!? Myślała, że ma jakieś zwidy. Przymrużyła swoje powieki, by lepiej skupić swój wzrok i dotarło do niej, że to naprawdę on. ON.
- Holly? – z osłupienia wyrwał ją głos ojca – Wysiadaj.
Posłusznie odpięła swój pas i po chwili stała przy samochodzie. Nie miała odwagi się odwrócić. Modliła się w myślach by jej nie zauważył. Ojciec dał jej do ręki jej torbę i spojrzał ze zdenerwowaniem na Margaret.
- No to.. – kobieta próbowała zacząć jakoś , ale Holly od razu jej przerwała.
- Jedźcie już… – szepnęła – Po prostu jedźcie.

*

         Koło godziny szóstej Zayna obudził denerwujący dźwięk budzika. Wyłączył go szybkim ruchem ręki i usiadł na łóżku. Złapał się za obolały od niewygodnej pozycji podczas snu kark i przekręcił swoją głową aby do trochę rozruszać. Przetarł swoją zaspaną twarz i ruszył do łazienki. Wiedział, że zbudzić go może tylko prysznic. Zamknął się więc w łazience i po chwili stał pod strumieniem ciepłej wody. Kiedy się rozbudził, wyszedł z kabiny i wytarł dokładnie swoje ciało. Założył na siebie czyste ubrania, składające się z czarnych rurek i koszulki z logiem Guns N' Roses. Ułożył swoje włosy, wcierając w nie odpowiednią ilość żelu i umył dokładnie zęby. Udał się do swojego pokoju i spakował do plecaka potrzebne dokumenty i rzeczy. Wyszedł z sypialni i skierował się do kuchni. W pomieszczeniu Harry właśnie zalewał dla obu kawę i usiadł do stołu.
- Dzięki – chłopak mruknął i upił łyk gorącego napoju.
Zrobił sobie kilka kanapek na śniadanie i usiadł naprzeciwko przyjaciela.
- Gotowy? – usłyszał pytanie Harrego – Może cię podwieźć?
- Nie, dzięki stary. Przejdę się – ugryzł kolejny kęs śniadania.
- Zayn..? – Harry ponownie zaczął, a Malik spojrzał na niego pytająco – Tylko wiesz uważaj tam. Oboje wiemy, że czasem zbytnio się angażujesz..
- Spokojnie Harry. W przeciwieństwie do ciebie, ja myślę dwa razy za nim coś zrobię – próbował się bronić, ale wiedział, że przyjaciel ma racje.
- No właśnie tutaj to bym polemizował – powiedział niepewnie – Uważaj po prostu.
Malik już nic nie odpowiedział. Zjadł do końca swój posiłek i wypił ostatni łyk kawy. Wstał od stołu i wstawił swoje naczynia do zlewu. Harry zrobił to samo i razem skierowali się do przedpokoju. Ubrali się i wyszli z mieszkania. Kiedy znaleźli się na dworze, powitał ich ulewny deszcz.
- Dawaj stary, podwiozę cię – Harry klepnął przyjaciela po plecach i ruszył biegiem do samochodu. Malik nie zastanawiając się długo, pobiegł za nim i wsiadł na miejsce pasażera. Zapiął swój pas i oparł się wygodnie o zagłówek fotela. Skupił swój wzrok na widoki za samochodową szybą. Pogoda nie zachęcała go do życia i czuł coraz większą potrzebę zapalenia papierosa. Podrapał się po swoim karku i ziewnął głośno.
- Wyrobisz się do szkoły? Ten ośrodek jest kawałek za miastem – Zayn przerwał ciszę i zwrócił się do przyjaciela.
- Taa spoko. Mam na późniejszą godzinę dzisiaj.. – odpowiedział zielonooki – Zastanawiam się tylko, jak ty chciałeś tam dojść z buta? – powiedział to z lekkim uśmieszkiem.
- Oj tam. Wiesz, że lubię spacery.
- Spacer spacerem, ale kurwa maraton o poranku to nie w twoim stylu – zaczął się śmiać i atmosfera w samochodzie się rozluźniła.
- Dobra już skończ.. Zajmij się lepiej swoimi uczniami – mruknął ironicznie – A co do uczniów to jak tam nazywała się ta twoja.. uczennica? – zaakcentował ostatnie słowo.
- Holly.. Holly Dawson. A co? – lokowany nie krył swojego zdziwienia.
- Nic tak się tylko pytam. Zawsze raczej gustowałeś w starszych.. – Mulat uśmiechnął się pod nosem.
- Serio Zayn? – spojrzał na niego jak na idiotę – Ja naprawdę nie myślę o niej w tych kategoriach. Ona… Ona ma niesamowite spojrzenie na świat, zrozumiałbyś gdybyś ją poznał – mówiąc to, miał w głowie obraz tej pamiętnej lekcji i na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Już mówiłeś.
- No to po co drążysz?
- Chciałem się upewnić – na słowa przyjaciela, Harry pokręcił w niedowierzaniu głową – Spokojnie stary – dodał Malik.
Harry już nic nie odpowiedział tylko włączył radio i po chwili samochód wypełniły dźwięki  R U Mine Arctic Monkeys. Zielonooki nucił pod nosem słowa piosenki, a Malik ponownie skupił się na widoku za oknem.

         Kiedy ich oczom ukazała się brama ośrodka, Malik wyprostował się w swoim fotelu i dopiero dotarło do niego, że rozpoczyna staż w tym miejscu. Z tymi wszystkimi ludźmi.
Harry widząc zdenerwowanie przyjaciela, zgasił silnik i wyłączył grającą muzykę.
- Co jest? – spytał niepewnie i wpatrywał się uważnie w każdy ruch Zayna. Chłopak odpiął swój pas, ale nie wysiadł. Poczuł ogromną gulę w gardle.
- A jak.. Jak ja im nie pomogę? Jak mi się nie uda?
- Kurwa Zayn. Uwielbiasz pomagać innym, kochasz z nimi rozmawiać i słuchać ich problemów. Przez całe studia planowałeś pracę w takim właśnie miejscu, a teraz kiedy nadarza ci się ta niesamowita okazja, chcesz się tak zwyczajnie poddać? – Harry spojrzał poważnie na przyjaciela, a ten spojrzał przed siebie.
- Masz racje, stary. Dam radę – uścisnęli sobie ręce w przyjaznym geście i poklepali się wzajemnie po plecach – Dzięki.
Przyjaciele odsunęli się od siebie i dostrzegli, że do ośrodka wjechało jakieś rodzinne auto. Po chwili otworzyło się dwoje drzwi i wysiadło z niego jakieś małżeństwo. Mężczyzna otworzył jedne z tylnych drzwi i chwilę potem wysiadła z auta ruda dziewczyna. Harry doznał kompletnego szoku.
- Holly!? – wydusił z siebie – Ale..
- Ta Holly? – Zayn był zaskoczony odkryciem przyjaciela, a kiedy Harry kiwnął porozumiewawczo głową, nie mógł oderwać wzroku od sceny przed sobą – O kurwa..

Wasze opinię są dla mnie cholernie ważne ;) x

3.

Witajcie kochani xx
Przepraszam Was za tą obsuwę, ale naprawdę ciężko wyrobić mi się ostatnio z czasem. Mimo że tego nienawidzę dodaje ten rozdział na telefonie i mam nadzieje, że nie będzie wielu błędów i docenicie to, że się męczę na tym małymi ekraniku :)
Czekam z niecierpliwością na Wasze opinie o tym rozdziale. Tak jak obiecałam poznacie Zayna. Może jeszcze nie jakoś szczególnie, ale już nie długo zawita na stałe :)
Enjoy xx
_________________________________________________________

And if I died would you cry? Would you walk on by? 



         Kiedy dziewczyna opuściła salę lekcyjną, Harry próbował skupić swoją uwagę na wpisaniu tematu lekcji do papierowego dziennika. Jednak mimo wszelkich prób, nie mógł oderwać wzroku od jednego nazwiska na liście uczniów. Holly Dawson. Musiał przyznać sam przed sobą, że ruda dziewczyna skupiła całą jego uwagę na tej lekcji. Sam nie był pewny czy przyczyną tego była sama jej odpowiedź na zadane przez niego pytanie, czy anegdota o kroplach deszczu, czy może te niezwykle szmaragdowe oczy…
 Wiedział, że to nie jest normalne i mu jako nauczycielowi nie przystoi takie rozumowanie. Jednak gdzieś w podświadomości czuł, że ma ona niezwykłą osobowość i cholernie chciał poznać ją bliżej, dowiedzieć się coś więcej o jej osobie, cokolwiek. 

         Dzień w pracy minął mu przyjemnie szybko. Uwielbiał pracę z młodzieżą. Dawała mu niesamowitą satysfakcje, a możliwość poznawania ich spojrzenia na świat, ciągnęła go do tego jeszcze bardziej. Świadomość, że może przekazać coś młodym ludziom, wywoływała pewnego rodzaju presje. Mimo to kochał swój zawód. Teraz miał jednak wielką ochotę zamknąć się w swoim wynajmowanym mieszkaniu, usiąść przed telewizorem i odmóżdżyć się przy jakiś durnym filmie z butelką piwa.

         Kiedy usłyszał ostatni dzwonek, odetchnął i ruszył do pokoju nauczycielskiego. Ubrał na siebie swój czarny płaszcz i zarzucił na szyję szalik. Spakował wszystkie dokumenty do torby i pożegnał się ze swoimi współpracownikami.  Wyszedł z budynku i rozczarował go widok padającego deszczu. Pogoda w Wielkiej Brytanii nigdy nie należała do jego ulubionych. To nie tak, że nienawidził deszczu. Kochał go, ale tylko wtedy, gdy siedział w ciepłym mieszkaniu i nie musiał z niego wychodzić.
Podbiegł do swojego samochodu i szybko usiadł na miejscu kierowcy. Spadające z nieba krople deszczu spływały po szybie jego samochodu. Patrzył chwilę na nie i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Przypomniał sobie słowa Holly: ‘Doszłam do wniosku, że krople deszczu na szybie, mimo samotności z jaką pokonują swoją drogę, zawsze w jakimś momencie się spotykają i łączą w nierozerwalną jedność.’ Podziwiał jeszcze przez chwilę te zjawisko i odpalił swój samochód. Niezwykła dziewczyna – przeszło mu przez głowę. Zapiął pas i wyjechał z terenu szkoły. Jechał powolnym tempem i stanął na czerwonym świetle. Rozejrzał się po okolicy i jego oczom ukazała się Holly. Dziewczyna siedziała na jednej z ławek i patrzyła w niebo. Zastanawiało go czemu moknie na deszczu i nie wraca do domu. Jego rozmyślanie przerwał jakiś kierowca stojący za nim, trąbiąc kilka razy na niego. Bez chwili namysłu podjechał do dziewczyny i uchylił szybę pasażera.
- Holly? – nie krył swojego zaskoczenia – Czemu siedzisz tutaj sama na deszczu? – zadał jej pytanie, a ona spojrzała na niego z ciekawością.
- Lubię deszcz – odpowiedziała, krótko.
Nienawidził tych jej krótkich odpowiedzi. Nie miał zielonego pojęcia co robić. Wiedział, że nie powinien zapraszać do samochodu swojej uczennicy, ale zostawienie jej samej na deszczu też nie wchodziło w grę. Odrzucił zdrowy rozsądek i otworzył jej drzwi.
- Wsiadaj Holly. Zawiozę cię do domu – powiedział pewnie.
- Nie trzeba. Przejdę się – wstała z ławki i poprawiła swój plecak.
- Nie żartuj. Pada coraz mocniej. Po prostu wsiądź. Nic ci nie zrobię – zapewnił ją i spojrzał w jej szmaragdowe tęczówki. Widział w nich ogromną niepewność, ale nie pośpieszał jej.
Kiedy dziewczyna usiadła na miejscu pasażera i niepewnie zamknęła za sobą drzwi, odetchnął z ulgą i zdał sobie sprawę, że wstrzymywał oddech.
- Zapnij pas i powiedz, gdzie mieszkasz.
- Naprawdę będzie lepiej jak się przejdę. Nie chcę sprawiać panu problemów – spuściła wzrok i spojrzała na swoje ręce.
- Proszę nie mów do mnie pan.. Przynajmniej poza szkołą – wiedział jak to brzmiało, ale nienawidził, kiedy ktoś tak się do niego zwracał.
- Dobrze proszę pa… Harry – poprawiła się szybko i przełknęła głośno ślinę.
Patrzył na nią z troską i czekał aż poda mu adres. Gdy wreszcie zapięła pas i powiedziała mu nazwę ulicy, nacisnął pedał gazu i ruszył w odpowiednim kierunku miasta. Cisza w samochodzie była cholernie niekomfortowa i oboje czuli się niezręcznie. Holly oparła się o zagłówek i wpatrywała w mijane domy. Harry co jakiś czas zerkał na dziewczynę i zastanawiało go nad czym rozmyśla. Jednak nie zadawał pytań. Czuł, że sama jego obecność i fakt, że ją podwozi były dla niej ciężkie. Nie chciał tego dodatkowo utrudniać.
Holly nie mieszkała daleko od szkoły. Po jakiś dwudziestu minutach byli na miejscu. Styles podjechał na podjazd i zatrzymał samochód. Spojrzał z uśmiechem na dziewczynę.
- To tutaj?
- Tak dziękuje Harry – odpowiedziała akcentując jego imię i odpięła pas – Do widzenia – szepnęła i wysiadła z samochodu.
- Do jutra Holly – ponownie się uśmiechnął i chwilę później obserwował jak dziewczyna zamyka za sobą drzwi i idzie do domu. Kiedy upewnił się, że weszła do środka, odjechał z pod jej domu i ruszył w kierunku swojego adresu. 

         Po niedługim czasie otwierał drzwi do swojego mieszkania i zrzucił z siebie przemoczony płaszcz. Położył torbę na komodę i zdjął swoje buty. Zajrzał do kuchni i od razu skierował się do lodówki. Wyjął butelkę piwa z dolnej szuflady i ruszył do salonu. Na kanapie siedział jego przyjaciel Zayn i wpatrywał się zmieniające się na ekranie obrazy. Lokowany usiadł obok Mulata i stuknął swoją butelką o butelkę przyjaciela.
- Cześć stary – powiedział od niechcenia i skupił się na lecącym filmie.
- Ciężki dzień? – zapytał go Zayn.
- Powiedziałbym raczej.. dziwny – podsumował po krótkim zastanowieniu i upił łyk schłodzonego alkoholu.
- No to opowiadaj – powiedział Mulat i wziął pilota do ręki. Wyłączył telewizor i skupił całą swoją uwagę na przyjacielu. Doskonale wiedział, że coś go gryzie i chciał jak najszybciej dowiedzieć się co.
- Nie ma o czym, naprawdę. Mów czy przyjęli cię do tego ośrodka? – Harry próbował zmienić temat i kiedy dostrzegł zarys uśmiechu na ustach przyjaciela, wiedział, że mu się udało. Przynajmniej na razie.
- Byłem tam dziś i się zgodzili. Na razie w ramach darmowego stażu. Wiesz coś w stylu wolontariatu, ale zdobędę doświadczenie i jak dobrze pójdzie może przyjmą mnie na pełny etat – powiedział i zamoczył swoje usta w alkoholu.
- No to gratulacje. Twoje zdrowie – podniósł butelkę i napił się kolejnego łyka.
- Dzięki. Teraz ty gadaj co się dzieje? – Malik spojrzał uważnie na Harrego.
- Nie odpuścisz mi dzisiaj?
- Dobrze wiesz, że nie.
Harry przeczesał ręką swoje włosy i spojrzał na przyjaciela.
- Poznałem dziś ciekawą uczennicę – zaczął, a mina Zayna zdradzała, że nie jest zachwycony, słysząc tę informację – No to nie tak stary – próbował się bronić – Po prostu zaciekawiła mnie swoim podejściem do świata. Zrozumiałbyś, gdybyś tylko ją poznał.
- No okej, skoro to nic poważnego.. Przynajmniej z tego co mówisz. To co cię tak dręczy? – Mulat drążył dalej.
- No bo.. Podwiozłem ją po szkole do domu – mruknął Harry i opróżnił butelkę piwa do końca.
- Co zrobiłeś? – Malik nie mógł uwierzyć w słowa przyjaciela – Czy ty wiesz jak to wygląda?
- Wiem, kurwa, wiem – ponownie przeczesał swoje włosy – Ale do chuja Zayn to naprawdę nic. Nie traktuje jej w żaden inny sposób niż jako uczennicę, rozumiesz? Miałem zostawić ją siedzącą na ławce w ulewę? Zrobiłbyś dokładnie to samo.
Zayn musiał zgodzić się z przyjacielem, ale zwyczajnie nie wiedział co ma mu powiedzieć. Cała ta sytuacja wydawała mu się chora.
- Wiesz co robisz? – to jedyne co przeszło mu przez usta.
- Tak panuję nad sytuacją – dodał Harry i wstał z kanapy – Idę spać. Jestem wykończony.
Kiedy Harry opuścił salon, Zayn wstał i ruszył do kuchni. Otworzył okno i wyciągnął paczkę fajek z kieszeni. Zapalił jednego papierosa i zaciągnął się nikotynowym dymem.  Choć brzmiało to cholernie banalnie to musiał przyznać sam przed sobą, że martwił się o Harrego. Styles lubił angażować się w swoją pracę. Tak jak i ty – przeszło mu przez głowę. 

*

- Holly to ty? – usłyszała głos swojej rodzicielki, gdy tylko przekroczyła próg domu.
- Taa… – mruknęła niechętnie pod nosem  i ściągnęła swoje trampki ze stóp. Nie zwracając na nic uwagi, weszła po schodach na górę i zamknęła się w swoim pokoju. Zrzuciła plecak pod jedną ze ścian i skierowała się do łazienki. Zdjęła z siebie przemoczoną bluzę i zawiesiła ją na ciepłym grzejniku. Oparła swoje dłonie o umywalkę i spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała okropnie. Zmęczenie na jej twarzy biło na kilometr. Związała swoje rude włosy w wysokiego, luźnego koka i przemyła twarz. Usiadła na brzegu wanny i spojrzała na swoje blizny. Przejechała opuszkami palców po wybrzuszeniach na skórze i wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Każdy powód sięgnięcia po żyletkę. Każdy ból. Każda wypłakana łza. Miała zwyczajnie dość. Sięgnęła do małej szuflady pod umywalką i wyjęła czystą żyletkę. Przyłożyła kawałek metalu do ręki i poczuła dreszcze, gdy zimno ostrza rozeszło się po jej skórze. Nie zdążyła dobrze jej naciąć, kiedy drzwi do łazienki się otworzyły.
- Holly?! – usłyszała głos swojej matki i zamarła. Spojrzała na rodzicielkę i przerażenie na twarzy kobiety rosło z każdą kolejną sekundą. Widziała jak matka rozgląda się po całym pomieszczeniu i łączy wszystkie fakty w całość – O boże – szepnęła i zasłoniła dłonią swoje usta.
- Przepraszam.. – dziewczyna próbowała się bronić, ale głos coraz bardziej jej się łamał – Ja.. Ja.. – żyletka wypadła jej z palców i zapłakana spuściła wzrok.
- Boże córeczko… -  Margaret usiadła obok niej i bez zastanowienia objęła córkę swoimi rękami. Holly była zaskoczona nagłą bliskością swojej matki. Nie odwzajemniła jej gestu. Była wręcz przerażona tą bliskością i kompletnie nie wiedziała co robić. Jej ciało odmówiło jej jakiegokolwiek posłuszeństwa. Siedziała jak kamień. Margaret widząc zmieszanie córki, odsunęła się od niej i skupiła swój wzrok na rękach dziewczyny. Nie mogła uwierzyć w ilość ran i blizn na jej skórze.
- Holly.. – Margaret przełknęła głośno ślinę – Musimy porozmawiać – próbowała brzmieć stanowczo, ale wiedziała, że wyszło jej to z marnym skutkiem – Choć na dół – dodała i wstała.
- Mamo.. -  dziewczyna szepnęła – nie mów ojcu… - spojrzała na rodzicielkę swoimi zielonymi oczami. Margaret widziała w nich ogromny ból i strach. Odwróciła szybko wzrok, bo czuła, że przez błaganie córki zmieni zdanie co do wszystkiego.
- Nie powiem mu, ale ty też coś dla mnie zrobisz – dostrzegła lekką nadzieje na twarzy córki – Dzwoniłam dziś do ośrodka psychiatrycznego i…
- Nie! – dziewczyna przerwała matce i schowała swoją twarz w dłoniach – Czemu mi to robisz? – po policzkach spływały jej kolejne łzy, ale już nawet nie próbowała ich ukrywać.
- Holly ja nie mam już siły, a ty tego potrzebujesz. Potrzebujesz pomocy – desperacja w jej głosie była ogromna.
- Oni mi nie pomogą – szepnęła i wyminęła rodzicielkę w drzwiach – Nikt mi nie pomoże – zrezygnowana opadła na łóżko i schowała swoją twarz w poduszkę.
- Od jutra zwolni się tam dla ciebie miejsca – Margaret zignorowała słowa córki – Razem z ojcem zawieziemy cię tam rano – Otworzyła drzwi od pokoju dziewczyny i spojrzała jeszcze raz na córkę – Dobranoc – szepnęła i wyszła z pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i osunęła się po ścianie przedpokoju. Schowała swoją twarz w dłoniach i nie ukrywała już łez. Nienawidziła tej cholernej bezsilności, którą czuła. W głowie siedział jej tylko obraz pokaleczonych rąk jej córki. Po chwili usłyszała kroki na schodach i szybkim ruchem wytarła swoją twarz. Zauważyła Johna i widziała zaskoczenie na jego twarzy.
- Pomogą jej prawda? – zadała mu pytanie, doskonale wiedząc jaka będzie jego odpowiedź. On tylko spuścił wzrok i kompletnie nie wiedział co ma powiedzieć.
- Mam nadzieje – szepnął prawie bezgłośnie i zszedł ponownie do salonu, zostawiając Margaret samą.

Czekam na Wasze opinie :) x